wtorek, 25 sierpnia 2015

Chaotyczne wyjaśnienie.

Napisałam wczoraj na twitterze, że dzisiaj wyjśnie Wam powód mojej długiej nieobecności. Nie chcę Waszej litości, współczucia, tylko zrozumienia.
Jak pewnie zauważyliście, ostatnie odcinki nie były najwyższej wagi, krótkie i beznadziejne. Dlaczego? Ostatnimi czasy nie czułam się dobrze, dodatkowo jak wiecie miałam egzamin poprawkowy z matematyki. Trochę się zmieniło w moim życiu. Na gorsze.
Matematyki nie zdałam, zabrakło mi 0.5pkt. o ironio. Przez ostatnie tygodnie skupiałam się jedynie na szkole, z marnym skutkiem jak widać. Niestety po drodze wpadły mi problemy, z których do tej pory nie wyszłam.
Wiem, że mam depresję, kilka razy również się ciełam, aby poczuć się lepiej. Do tej pory prowadzenie bloga było moją ucieczką od problemów, jednak kilka tygodni temu zauważyłam, że to mi już nie pomaga. Musiałam się odetnąć od wszystkiego, uspokoić się. W tej chwili na nowo mogę stwierdzić, że blog w pewien sposób mi pomaga.
Taaaaaa jak bardzo załośnie to brzmi? Mniejsza. Chcę powiedzieć że od weekendu odcinki na nowo się pojawią. Postaram się aby moje problemy osobiste nie mieszały się już z prowadzeniem bloga.
Przepraszam.

sobota, 1 sierpnia 2015

Chapter X

******

~Niall~

     Tłum skąpo ubranych dziewczyn zwiększał się z minuty na minutę, tworząc powoli coraz większe zbiorowisko. Zerknąłem na skrzywionego Louisa, cicho śmiejąc się z jego miny, kiedy otarła się o niego nieznajoma brunetka z niemało odsłoniętym ciałem. Nigdy nie rozumiałem, jak dziewczyny mogły ubierać się tak skąpo - w głębi ducha dziękowałem Bogu, za to, że Alison ubierała się w miarę przyzwoicie. Rozejrzałem się dookoła, chcąc wyłapać w tłumie moją siostrę i ostatni raz z nią porozmawiać. Nie liczyłem się wprawdzie z tym, że blondynka mnie posłucha i wycofa się z wyścigu - chciałem się tylko upewnić, że wie na co się pisze. Nasza poranna rozmowa nie odbyła się do końca tak jak tego oczekiwałem. Zamiast spokojnej rozmowy, skończyło się na krzykach i trzaśnięciu drzwiami.
     Przeczesałem zrezygnowany włosy, opadając na maskę auta przyjaciela. Louis jako jedyny miał auto, dzięki któremu mogliśmy wtopić się w tłum. Lamborghini Aventador Cabrio idealnie wpasował się i nie zwracał na nas zbytniej uwagi. Nie chcieliśmy, aby ktokolwiek dowiedział się o naszym pobycie tutaj. Wprawdzie dzisiejsze wyścigi były nielegalne.
     Tłum przerzedził się, a przez środek powoli jechało czarne Bugatti. Westchnąłem obserwując go do momentu, kiedy ustawił się na linii startu, obok trzech innych samochodów. W jednym z nich znajdowała się Alison, i mimo mojej szczerej niechęci do wyścigów, nerwowo zacisnąłem kciuki. Chciałem, aby wygrała. Chyba.
- Niall... - odwróciłem się do chłopaka stojącego za mną. Przekrzywiłem głowę widząc jego znajomą twarz, starając przypomnieć sobie moment, kiedy go spotkałem. Po chwili rozpoznałem jednego z przyjaciół Alison, Ricka o ile się nie myliłem. Zmarszczyłem brwi, widząc jego zaskoczoną minę. - Co wy tu robicie?- zapytał znacząco patrząc na naszą dwójkę. Nie trudno było się domyślić, że żaden z nas nie chciał być w tym miejscu. Oprócz sportowego auta, niczym nie wyróżnialiśmy się z tłumu.
- Chciałem pogadać z Alison, ale... nie zdążyłem.- rzuciłem, kątem oka obserwując rozpoczęcie wyścigu. - Czy ona...
- Czarne Bugatti. - przerwał wywracając oczami - Oficjalnie ubóstwia tą markę.- zaśmiał się. Kiwnął głową w stronę wyjścia z tłumu, a po chwili stanęliśmy na - jak sądziłem - stanowisku pomocniczym Alison, gdzie bez problemu mogli ją obserwować. Skrzywiłem się widząc ją na jednym z ekranów laptopa. Skupiona na swoim zadaniu, raz po raz rzucała przekleństwami, kiedy coś nie szło po jej myśli. Rick schylił się, klikając jeden z przycisków na klawiaturze, aż na ekranie zobaczyliśmy trasę wyścigu zaznaczoną na zielono. 10 kilometrów - Ja pierdole, czemu tylko 10?
     Najwyraźniej wyznaczona trasa była krótsza niż przewidywano na początku. Czy była to zaleta czy wada... nie miałem pojęcia. Spojrzałem na ekran komputera, jednak kiedy nic z tego nie zrozumiałem, opadłem na najbliższe krzesło, niemo każąc Louisowi zrobić to samo.
     Od rozmowy z Alison nie odezwał się słowem. Milczał, od czasu do czasu krzywiąc się nieznacznie i zaciskając pięści. Zżerały go wyrzuty sumienia i widziałem po nim, że podświadomie przyznał Alison rację. Zawalił, jednak czułem w kościach, że to nie była jego wina. Nigdy nie miałem dobrych stosunków z Tomlisnonem, dlatego nie oczekiwałem, że nagle zacznie się zwierzać ze wszystkich swoich problemów. Tak naprawdę, jeżeli siłą nie wyciągnięto z niego o co chodzi - nie mówił nikomu i zadręczał się, aż problem się nie rozwiązał.
     Nigdy nie sądziłem, że uczucie tej dwójki było czymś mocnym. Bardziej liczyłem na to, że szybko im to minie, a ja nie będę musiał obserwować rozwijającego związku mojego przyjaciela ze swoją własną siostrą. Jednak po dzisiejszej, porannej kłótni zauważyłem, że mimo upływu czasu oboje nadal darzyli się tym samym uczuciem co wcześniej.
     Oparłem głowę na ręce tępo wpatrując się w pustą przestrzeń przede mną. Nie zwracałem uwagi na biegających obok mnie ludzi; chciałem tylko usłyszeć, że Alison jest już na mecie - cała i zdrowa, a ja mogłem ją  nareszcie objąć.
- Hej, Rick...- mruknąłem nagle przypominając sobie o jednej rzeczy, którą chciałem zrobić już dawno temu. Chłopak oderwał się od monitora spoglądając na mnie i uciszając ręką jednego ze swoich kolegów.. - Nigdy wam nie podziękowałem... - chrząknąłem, spuszczając wzrok - Za to, że pomogliście Alison, kiedy... mnie nie było.- dokończyłem cicho.
     Szatyn pokiwał głową, lekko się uśmiechając. Nie musiał pytać o co dokładnie mi chodziło. Gdyby nie on i jego przyjaciele, Alison nadal byłaby gnębiona w szkole. Chociaż trudno było mi to przyznać, nie zachowywałem się w tamtym czasie jak na prawdziwego, a przede wszystkim starszego brata przystało. Zawiodłem na całej linii.
- Nie ma sprawy.- machnął ręką, chwilę zastanawiając się nad czymś - Nie chciała cię martwić. Wiele razy mówiłem jej, aby zadzwoniła do ciebie i powiedziała co się dzieje, ale wykręcała się, że masz własne życie.
     Pokiwałem głową, głęboko oddychając. Czułem jakby z mojego serca spadł niewyobrażalny ciężar. To dziwne, że człowiek bierze na siebie winę za coś, czego nie zrobił.
     Nagłe poruszenie przy stanowisku, skupiło moją uwagę. Uważnie wpatrywałem się w przyjaciela Ali, który nieudolnie próbował coś wpisać na klawiaturze. Zielony ekran zamigotał, a po chwili zgasł, pozostawiając za sobą tylko czarną pustkę. Co się dzieje?
- Zack, coś jest nie tak! Nie mogę hamować, auto przyspiesza, a kierownica się zablokowała! - spanikowany krzyk Alison rozniósł się echem po mojej głowie. Gwałtownie podniosłem się na nogi, chcąc coś zrobić, jednak obawiałem się, że tylko pogorszyłbym sprawę. Wymieniony chłopak coś wołał do mikrofonu, zaś Rick tępo wpatrywał się jedyny działający jeszcze komputer. Niepewnie spojrzałem tam gdzie on, widząc tylko pustą drogę i przerwaną barierkę ochronną. Nic nie rozumiejąc spojrzałem na Zacka, czekając na jego wyjaśnienia.
- Straciliśmy kontakt z Alison - powiedział, a ja poczułem jakby ktoś właśnie zrzucił na mnie górę kamieni.
ALISON!!!


*****
Dzisiaj krótko. 
Ogłaszam wszem i wobec: jesteśmy w połowie Alison. Zostało jeszcze 10 odcinków i epilog.
Akcja z pomocą charytatywną jest nieaktualna. Skoro macie sprawiać problemy i zarzucać mi kłamstwa i oszustwa - dziękuję bardzo. To tyle.

15 = next!
   

poniedziałek, 20 lipca 2015

Chapter IX

Dedykacja dla dwóch osób, dzięki którym powstał ten odcinek :D Jesica Evans i @ruggeroprincess 


*******

     Mój oddech zamienił się w parę, kiedy zdenerwowana czekałam na poboczu drogi na Ricka. Nerwowo rozglądałam się wokół siebie, chcąc w odpowiednim momencie zareagować, gdyby ktoś mnie rozpoznał. Wolałam uniknąć jakichkolwiek błędów, za które i tak przyjdzie mi wkrótce zapłacić. Doskonale wiedziałam, że to tylko kwestia kilku tygodni, zanim policja namierzy mnie na nowo, a ja będę zmuszona do ponownej ucieczki. Bałam się tylko jednego: że uczucie, które na nowo rozbudził we mnie Louis zrujnuje cały nasz plan.
     Drgnęłam, kiedy z oddali usłyszałam zbliżający się ryk silnika. Powoli odwróciłam głowę w tamtą stronę, mrużąc oczy, chcąc jak najszybciej rozróżnić markę auta i kierowcę. Gdyby był to Rick, byłam uratowana, gorzej, gdyby nadjeżdżał jakiś policjant. W końcu dzisiaj nie ukrywałam się za maską ''Alison Evans, siostry Nialla Horana z One Direction''. Auto wyskoczyło zza zakrętu, zatrzymując się z piskiem opon obok mnie. Szybko wsiadłam na miejsce pasażera, rozpuszczając związane w warkocza włosy. Odetchnęłam głęboko z ulgą, a po chwili skupiłam się na drodze przed nami. Za kilkanaście minut miał rozpocząć się najważniejszy dotychczas wyścig, na którym musiałam być obecna.
        - Jesteś gotowa? - skinęłam głową w odpowiedzi, nie spoglądając na przyjaciela. Oboje wiedzieliśmy, że nie byłam w humorze na rywalizację, co skutecznie obniżało nasze szanse na wygraną. W dniu wyścigu nic nie miało prawa zniszczyć mi humoru, jednak wizyta mojego brata i byłego chłopaka ( czy mogę go tak nazywać? Nawet nie byliśmy parą ) skutecznie zrujnowała wszystkie moje starania. Westchnęłam cicho, opierając głowę o nagłówek i zamykając oczy. Nie pozwolę na to, aby mój brat zrujnował moje szanse na wygraną...
     Ocknęłam się, kiedy wokół samochodu zaczęli kręcić się ciekawscy ludzie, chcąc za wszelką cenę zobaczyć kto siedzi w środku. Im więcej ludzi było na drodze, tym bliżej znajdowaliśmy się miejsca wyścigu. Rick powoli wymijał ludzi, klnąc od czasu do czasu, gdy jakiś bezczelny dzieciak wyskakiwał przed maskę. Nawet gdyby chciał, nie mógł nikogo potrącić - równało się z dyskwalifikacją. W końcu chłopak wjechał do jednego z przyszykowanych garaży, a jego brama automatycznie się za nami zamknęła, skutecznie odgradzając nas od publiczności. Dopiero wtedy zdecydowałam się opuścić pojazd i pokazać wszystkim zgromadzonym w środku swoją twarz.
     Niektórzy ze zdziwienia nieruchomieli, szeroko otwierając usta, a inni - którzy dobrze mnie znali - uśmiechnęli się, wracając do swojej pracy. Wywróciłam oczami, trzaskając drzwiami, podchodząc do jednego z mężczyzn i pytając go o rywalów. Wolałam się wcześniej dowiedzieć w co się pakuję
     Ścigać się miałam z trójką najlepszych kierowców, jakich w ostatnim czasie miała Anglia. Ja, miałam być jedyną kobietą spośród startujących, przez co większość patrzyła na mnie powątpiewająco. Kobieta nie mogła przecież wygrać wyścigu, szczególnie tak ważnego. Dałabym sobie rękę uciąć, że większa część publiczności sądziła, iż wkupiłam się w łaski organizatorów. Szkoda, że będą musieli się rozczarować. Nie miałam zamiaru dzisiaj przegrać. Pierwsze miejsce było moje. Definitywnie.
     Trójka przeciwników miało auta prosto z salonu, niewyjeżdżone i niesprawdzone. Uśmiechnęłam się delikatnie na tą wieść. To dawało mi pole do popisu, niestety tylko wtedy, kiedy będę jechała sprawdzonym autem. Takim, które znałam pod każdym kątem i wiedziałam do czego mógł być zdolny. Podziękowałam cicho swojemu informatorowi, szybko odchodząc, chcąc znaleźć Ricka albo Zacka. Oboje obiecali, że będą mnie dzisiaj dopingować i podtrzymywać na duchu.
     Zerknęłam na zegarek, powieszony na ścianie, który wskazywał, że do startu zostało jeszcze pół godziny. Poczułam delikatne ssanie w żołądku z zdenerwowania. Zacisnęłam mocno dłonie, mrużąc oczy i szukając znajomej czupryny przyjaciela. Po chwili stanęłam obok Zacka, lekko szturchając go w ramię.
        - Czym będę jechać? - zapytałam, nerwowo przygryzając wargę. Założyłam dłonie na piersi, nie chcąc aby dwójka chłopaków zobaczyła jak bardzo się trzęsą. Wolałam uniknąć zbędnych pytań i rozwodzeń dlaczego jestem w takim stanie. - No więc? - uniosłam brew lekko przekrzywiając głowę.
Zack leniwie się uśmiechnął podchodząc do - jak sądziłam - auta schowanego pod plandeką. Szarpnął za materiał, a moim oczom ukazał się samochód, który znałam od podszewki. Bugatti Veyron Super Sport.
     Wesoło klasnęłam w dłonie, czując jak całe napięcie nareszcie ze mnie uchodzi. W podskokach zbliżyłam się auta, z czułością gładząc maskę samochodu. Tęskniłam za Bugatti od czasu, kiedy rozbiłam poprzednie. Uwielbiałam tę markę samochodu, miałam do niej bezgraniczne zaufanie.
        - Mówiłam, że się jej spodoba? - zaśmiał się Rick, klepiąc mnie po ramieniu - Nacieszysz się później, teraz musimy zrobić przegląd i sprawdzić, czy wszystko działa. Zostało nam dwadzieścia minut, sprężać się ludzie! - krzyknął nerwowo machając rękoma. Odetchnęłam z ulgą, siadając w kącie i relaksując się.
     Dwadzieścia minut minęło za szybko. Już po chwili ciągnięto mnie w stronę auta, a brama ponownie została podniesiona. Powoli wytoczyłam się z garażu, wśród głośnych krzyków i buczeń Zmrużyłam oczy, dociskając pedał gazu, przez co auto zaryczało wściekle. Publiczność odskoczyła przestraszona, a ja z zadowolonym uśmieszkiem podjechałam pod wyznaczoną linię, odpowiednio się ustawiając. Zerknęłam w lusterko, poprawiając włosy i zakładając okulary. Na dzisiejszy wyścig zrezygnowano z tradycyjnych środków przekazu: wbudowany GPS zastąpiono okularami, które w odpowiednim momencie miały pokazywać nam trasę przejazdu, jednocześnie nie przeszkadzając podczas jazdy. Nie do końca ufałam temu sposobowi - nieraz słyszało się o nagłych wypadkach, kiedy to okulary ograniczały widoczność. Jednak organizatorzy postanowili zaryzykować - w końcu to nie oni stracą życie.
        - Dobra, wszystko jest na swoim miejscu. Nic nie jest uszkodzone, nie masz co się martwić, Mała - z głośnika przyczepionego do okularów odezwał się głos Zack'a. - Mamy podgląd na trasę, za kilka sekund ty również. Nie jest źle, dasz sobie radę.- Skinęłam głową, rozglądając się po publiczności. Wszyscy głośno skandowali, a dziewczyny dodatkowo wesoło machały rękoma. Żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie niebezpieczeństwo wiązało się z tymi wyścigami. Dla nich liczyła się dobra zabawa i odrobina ekscytacji - Nie patrz na nich. - skarcił mnie. - A teraz mnie posłuchaj. Nie wolno nam było was informować o jednej rzeczy, dopóki nie będziecie na linii startu. W pewnym momencie - nie za bardzo wiemy, w którym - okulary uruchomią system alarmowy, który odbierze policja. Będą was ścigać, a waszym zadaniem jest uniknięcie złapania.
        - Żartujesz sobie?- krzyknęłam uderzając dłonią w kierownicę. Chwilę potem obok mnie rozległ się głos klaksonu. Automatycznie zwróciłam się w tamtą stronę widząc jak jeden z zawodników wściekle uderza dłonią w samochód. Wygląda na to, że też został przed chwilą o wszystkim poinformowany.
        - To nie koniec. - zacisnęłam dłonie, nerwowo wpatrując się przed siebie. Może być jeszcze gorzej?- W autach macie ukryte nadajniki, dzięki któremu policja was namierzy. Podczas jazdy, musicie się ich pozbyć. Pocieszające jest to, że są gdzieś na zewnątrz auta, jednak nie wiadomo gdzie. Sami musicie je znaleźć i zniszczyć.
     Siarczyście przeklęłam opadając niżej na siedzeniu. Spodziewałam się wszystkiego: nagłej zmiany trasy, wyścigu z pociągiem, ale nie spotkania z policją! Nie mogłam pozwolić, aby mnie złapali, nie teraz, nie dzisiaj.
     Na środek ulicy wyszła jedna ze skąpo ubranych dziewczyn. Czasami żałowałam, że organizatorzy nie biorą pod uwagę kobiecej części kierowców. Nie miałam najmniejszej ochoty oglądać walorów dziewczyn, które z wyścigu na wyścig odsłaniały coraz więcej. Chwyciłam mocniej kierownicę, delikatnie dociskając gaz, czekając, aż dziewczyna da nam sygnał do startu. Po kilku sekundach, wściekle różowy stanik opadł na ziemię, a my mogliśmy w końcu wystartować.
     Wcisnęłam sprzęgło, zmieniając biegi i wyprzedzając Dodge Challenger'a w ten sposób obejmując prowadzenie. Nie przejmowałam się tym, że wyścig dopiero się zaczął. Już na samym początku chciałam zapewnić sobie odpowiednią pozycję, nie walcząc o nią na sam koniec. Nieznacznie oddaliłam się od reszty kierowców, poprawiając zsuwające się okulary. Chwilę potem szkiełko zamigotało, a ja w końcu mogłam mieć podgląd na trasę. Dziesięć kilometrów. To było zdecydowanie za mało.
        - Tylko dziesięć?- mruknęłam, gwałtownie skręcając. Tyłem auta szarpnęło na prawą stronę przez co straciłam na moment panowanie. Wcisnęłam hamulec, minimalizując prędkość, aż w końcu mogłam bezpiecznie jechać dalej. Mimo to, kolejny raz zniosło mnie na prawo. - Zack, co się dzieje do cholery? Mówiłeś, że auto jest sprawne! Znosi mnie na jedną stronę!- warknęłam. Słyszałam jak przyjaciel coś krzyczy, a po chwili w głośniku słyszałam same szumy. Przeklęłam głośno, zrzucając okulary na kolana, szybko kręcąc głową. Nic nie mogło mnie rozproszyć. Nie teraz.
        - Alison! Coś musi być przyczepione do tyłu, coś co obciąża auto, dlatego ciągle cię znosi - usłyszałam. Zacisnęłam zęby, przejeżdżając przez skrzyżowanie, ignorując dźwięki klaksonów i w ostatniej chwili wymijając auta. Niechętnie ubrałam okulary sycząc, kiedy zauważyłam, że jeden z startujących znajduje się kilka metrów za mną.
        - Daj mi podgląd na auto. - rzuciłam zajeżdżając drogę kierowcy za mną. O nie kolego, tak łatwo nie odbierzesz mi wygranej. Mrugnęłam, kiedy szkiełko okularów zamigotało, dając mi wyraźny podgląd na samochód. Na samym tyle, na prawym boku, migotał czerwony punkcik, którym musiał być nadajnik. Ktoś kto go przyczepiał, nie wziął pod uwagę masy auta, przez co teraz samochód co chwilę znosiło. Co za idiota to zrobił?! 
     Sapnęłam, zmuszając auto do wyrównania jazdy. W obecnej chwili miałam ochotę zabić każdego, kto pojawi się w zasięgu mojego wzroku. Byłam wściekła. Cała złość, która gromadziła się we mnie od rana, spowodowana przez głupią wizytę Niall'a i Louisa, uderzyła we mnie z zawrotną siłą. Wcisnęłam pedał gazu, ignorując głośne krzyki sprzeciwu chłopaków. Przed oczami miałam twarz zdenerwowanego Niall'a z rana, a dokładnie jego pełne zawodu oczy. Warknęłam, uderzając tyłem auta o ścianę obok mnie. Musiałam pozbyć się nadajnika, zanim zaalarmuje policje.

''- Zwariowałaś?! Ryzykujesz swoje cholerne życie, Alison! Zrozum, że nie jesteś nieśmiertelna, jeden głupi błąd i leżysz w piachu!- blondyn krzyknął wymachując rękoma. Wzruszyłam ramionami, podchodząc o okna i spoglądając na parking. Bez problemu mogłam zauważyć zgarbioną sylwetkę Louisa. Szybko odwróciłam wzrok od chłopaka, ignorując uczucie żalu i wstydu. Postąpiłam słusznie, odrzucając Louisa, prawda? - Nie widzisz jak wszyscy się o ciebie troszczą Alison? Widziałaś Louisa? On cię kocha, a ty go ranisz. Nie o to tutaj chodzi, Alison. Nie możesz ranić wszystkich dookoła, patrząc tylko na siebie ''

     Zacisnęłam mocniej dłonie na kierownicy, powstrzymując żałosny jęk. To nie była odpowiednia chwila na wspominanie odwiedzin z poranka. Musiałam skupić się na wyścigu. Spojrzałam na szkiełka, upewniając się, że nadajnik nadal jest przyczepiony do auta. Zacisnęłam zęby skręcając, ponownie zderzając się ze ścianą. Gdzieś z tyłu słyszałam syreny policyjne, a to oznaczało tylko jedno. Nadajnik został aktywowany.
     Spojrzałam we wsteczne lusterko, aby zobaczyć błysk świateł. W następnej chwili Dodge objął prowadzenie, szybko skręcając w kolejną uliczkę. Zacisnęłam dłonie mocniej na kierownicy, wchodząc w zakręt, ponownie uderzając bokiem w ścianę. Musiałam pozbyć się tego cholernego nadajnika.

''- Jeżeli tam pójdziesz, przekreślisz wszystko na co pracowałem Alison! - zatrzymałam się w miejscu, niepewnie się odwracając. Niall stał z założonymi rękoma, gniewnie wpatrując się w moją sylwetkę. - Przekreślisz One Direction. Zniszczysz nas. Myślisz, że cię nie złapią? - zaśmiał się szyderczo - Myślisz, że rodzice pozwolą swoim dzieciom słuchać zespołu, którego jeden z członków ma w rodzinie przestępce?- zbliżył się powoli, nachylając się, aby zrównać się ze mną wzrostem - Kiedy tam pojedziesz Alison, dopilnuję, aby zamknęli cię w więzieniu. ''

     Gwałtowne szarpnięcie przywróciło mnie do rzeczywistości. Warknęłam rozglądając się i z satysfakcją stwierdzając, że nadajnik został zniszczony. Zaśmiałam się, przyśpieszając chcąc jak najszybciej ponownie objąć prowadzenie. Wcisnęłam pedał gazu, doganiając auto przede mną, jednak, kiedy chciałam skręcić kierownicą, moje dłonie zjechały po śliskiej nawierzchni. Zdezorientowana ponowiłam próbę, jednak i tym razem kierownica nie skręciła. Wcisnęłam hamulec, chcąc uniknąć zderzenia, jednak zamiast hamowania, auto przyśpieszało.
        - Zack, coś jest nie tak! Nie mogę hamować, auto przyspiesza, a kierownica się zablokowała! - krzyknęłam spanikowana. Ponownie wcisnęłam hamulec, jednak znowu nie uzyskałam efektu którego oczekiwałam. Próbowałam ruszyć kierownicą, jednak na marne. Spanikowana nie słuchałam poleceń Zack'a, starającego się opanować sytuację. Uniosłam wzrok, czując jak moje serce gwałtownie zamiera. Przed nami był zakręt. A zaraz za nim... przepaść.
     Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Dodge przede mną gwałtownie skręcił, zatrzymując się. Bezskutecznie wcisnęłam hamulec, obserwując jak zbliżam się do żółtego auta. W ostatnim momencie kierowca ruszył, a ja zauważyłam uszkodzoną barierkę ochronną. Krzyknęłam przerażona, a następne co poczułam to przerażający ból.

********

Skończyłam!
Nienawidzę Alison. Definitywnie to stwierdzam. 
Odcinek nie powstałby gdyby nie pomoc @ruggeroprincess  i Jesici Evans :) Bardzo Wam dziękuję!
Przepraszam za dzień opóźnienia, jednak wczoraj zaskoczyła nas burza i wyłączono nam prąd :'''''')
Odcinek nie jest taki zły jak myślałam, więc.... smacznego :D
P.S. Piosenkę dodam jak ją znajdę, nie mogę przypomnieć sobie tytułu. Może ktoś będzie wiedział?
W teledysku był chłopak, który sterowany był innymi ludźmi ( ubierali go, popychali ) Na samym końcu on chciał się od nich uwolnić i w końcu ich odepchnął, a oni zniknęli ( przedtem próbowali odciągnąć od instrumentów jego zespół grający ) Śpiewał to chłopak i jedyne słowa, które pamiętam to ''No Control'' w refrenie :'''') Dziękuję za pomoc!

P.S.2. Przypominam również o dwóch pozostałych blogach! Linki znajdziecie po lewej stronie na górze.
P.S.3 - dziękuję wszystkim osobom, które pomogły mi z tytułem piosenki :D Dokładnie o nią mi chodziło.

EDID 21.07.
Słuchajcie mam pewien pomysł. Skoro statystyki bloga skaczą w górę z każdym odcinkiem, pomyślałam, że można to wykorzystać. Włączyłabym funkcję płatnych reklam na blogu, Waszym zadaniem byłoby na nie tylko wchodzić. W ten sposób ''zarobione pieniądze'' moglibyśmy przeznaczyć na wybraną WSPÓLNIE akcję charytatywną. Co wy na to?
Nie mam pojęcia ile się zarabia na takich reklamach - na pewno nie są to duże pieniądze, a raczej kilka groszy. Jesteście zainteresowani taką akcją?
15 komentarzy - next!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Chapter VIII

******
~Louis~

     Nerwowo zacisnąłem zęby, kiedy Niall ponownie wjechał w ostry zakręt, nie ściągając nogi z gazu. Serce tłukło mi się niemiłosiernie mocno, przez co bałem się, że lada chwila wyskoczy mi z piersi. Prawdą jest, że to blondyn z dwójki... trójki Horanów jest najrozsądniejszy za kierwonicą, ale to co w danej chwili wyprawiał ze swoim samochodem, przebiło nawet wyczyny Alison.
     Z każdym kolejnym kilometrem mój strach się powiększał. Nie bałem się rosnącej prędkości, wymuszonej przez niecierpliwego Nialla czy nagłego wypadku, nie. Balem się stanąć twarzą w twarz z Alison, z dziewczyną, którą kocham całym sercem. Czy ucieknie, kiedy mnie zobaczy? A może zacznie krzyczeć? Ewentualnie spoliczkuje? W głębi duszy miałem nadzieję, że dziewczyna mocno mnie przytuli, jednak znając - a raczej dotkliwie pamiętając -  jej wybuchowy temperament, nie mogłem liczyć na nic więcej niż pogardliwe spojrzenie. Nawet to, było szczytem moich marzeń. Chciałem tylko aby na mnie spojrzała.
     Irlandczyk wypuścił z ust salwę przekleństw, gwałtownie szarpiac kierownicą i skręcając w kolejną uliczkę. Znałem Londyn - jednak nie potrafiłem zlokalizować, gdzie w danym momencie byliśmy. Niall nie mówił, gdzie jedziemy; wpakował mnie siłą do samochodu i ruszył z piskiem opon, nie zwracając uwagi na zdezorientowanego ochroniarza, koczującego obok bramy. Nie wiedziałem czy wypity wcześniej alkohol nadal płynął w moich żyłach, czy był to skutek spalonego zioła, wiedziałem zaś, że jeżeli przyjaciel nie zwolni, jego piękna deska rozdzielcza przykryta będzie moimi wymiocinami.
  - Jezus, Tomlinson jesteś zielony. - rzucił, kiedy łaskawie na mnie spojrzał. Jęknąłem w odpowiedzi, a Horan marszczac brwi zjechał na pobocze, szeroko otwierając okna. Leniwie wyczołgałem się z samochodu, głęboko oddychając, rozglądając się dookoła. Centrum Londynu. Nie jest to idealne miejsce na puszczenie pawia. - Stary, ogarnij się. Lada chwila będziemy na miejscu.
     Sapnąłem zrezygnowany, starając się w międzyczasie odpędzić okropne zawroty głowy. W jednej chwili podjąłem decyzję, że nigdy więcej nie wezmę do ust świńst podawanych mi przez Zayna. Wolę zachodzić w głowę jak pozbyć się Alison z moich myśli, niż walczyć z nudnościami.
     Ignorując słowa Nialla, ponownie zająłem miejsce pasażera, czując się o wiele lepiej. Miałem już pewność, że spotkanie z Alison przeprowadzę na trzeźwo.
     Tak jak wcześniej mówił chłopak, po kilku minutach zatrzmalismy się przed budynkiem Oxfordu. Niepewnie stanąłem na własnych nogach, marszczac brwi. Owszem, Alison studiuje, ale dostała się aż na sam Oxford? Wygląda na to, że nie znałem do końca potencjału swojej dziewczyny...
     Szybkim krokiem, kierowalisy się w stronę jednego z wejść, starając się za wszelką cenę nie rzucać się w oczy. Nie było to łatwe, wręcz niemożliwe do wykonania. Kilka sekund po przekroczeniu bramy, usłyszeliśmy głośny pisk, a tabum biegnących fanek kierował się w naszą stronę. Na nasze szczęście, wbieglismy do jednego z budynków, od razu gubiąc się wśród gąszczy korytarzy. Blondyn, wahając się przez chwilę. Zmarszczył brwi, zastanawiajac się, poczym skręcił w lewo. Niechętnie podążyłem za nim, nie chcąc zostać sam na pastwę naszych fanów. Niecierpliwie gryzłem wargę, próbujac powstrzymać się od pytań. Za każdym razem, kiedy otwierałem usta, Niall przecząco kręcił głową.
     Zatrzymaliśmy się przed drewnianymi drzwiami, kilka pięter wyżej. Nim zdążyłem unieść dłoń aby zapukać, Horan już uderzał w drzwi zacisniętą w pięść dłonią. Po drugiej stronie rozległy się zbliżające się kroki, a w drzwiach stanęła wysoka, szczupła blondynka. Alison.
     - Niall...? L-louis? - zająkała się. Wywróciłem oczami, w
chodząc do środka i przepchnąłem się obok dziewczyny. Nasze ramiona na moment zetknęły się, przez co bicie mojego serca gwałtownie przyśpieszyło. Drgnąłem, zauważając niebieskie oczy wpatrujące się w moje. Kilka sekund - które dla mnie były wiecznością - wyraźnie zirytowały Nialla, przez co pchnął moje ramię, dzięki czemu nareszcie mógł wejść do pomieszczenia.  - Co wy tu robicie? - usłyszałem, opadając na jedno z dwóch łóżek.
     Zerknąłem na Nialla. To w końcu on mnie tutaj przywiózł, wyraźnie majac jakąś sprawę do siostry, więc powinien się jako pierwszy wytłumaczyć. Blondyn stał przy oknie, wyglądając przez nie. Nieznacznie chrząknąłem ponaglająco, kiedy nie odezwał się, przez co wzrok Alison skupił się na mojej osobie. Jej źrednice powiększyły się w niedowierzaniu, jakby dopiero teraz zorientowała się, że tutaj jestem. Ostatni raz spojrzałem na Nialla, a kiedy ten nie wykazał, żadnej inicjatywy do rozmowy, niepewnie wstałem, podchodząc do dziewczyny.
     - Alison... - kaszlnąłem - Ja...
     - Nie, Louis. - przerwała mi, odsuwając się ode mnie i kręcąc głową. - Nie mam bladego pojęcia co tutaj robisz. Niall, rozumiem, to mój brat, ale ty... - zmrużyła oczy, groźnie się we mnie wpatrujac - Nic nas nie łączy, a jeżeli coś było wcześniej...sam to zakończyłeś, a teraz masz jeszcze czelność pojawić się tutaj. Byłam głupia Tomlinson. Głupia, że dałam się omamić komuś takiemu jak ty. - syknęła. Opuściłem głowę, twardo wpatrujac się w jej błyszczące oczy. Z każdym słowem, które wypowiadała Alison, wbijała coraz głębiej nóż w moje serce. Widziałem jak bardzo cierpiała patrząc teraz na mnie. Ten widok zabijał mnie od środka. - Żałuję, że cię poznałam, Louis. Żałuje, że się w tobie zakochałam. Żałuję, że nie mogę przestać...- dodała cicho.
     Zacisnąłem dłonie, oddychając głęboko. Jadąc tutaj psychicznie przygotowywałem się na spotkanie Al; na krzyki i wyzwiska, jednak ona nie podniosła nawet głosu. 
Tak postąpiłaby Alison, którą znasz, ta przed tobą, jest kimś innym.
     - Alison, proszę pozwól mi...- zacząłem
   - Nie! Nie będzie żadnych wyjaśnień. Zostawiłeś... Zostawiłeś mnie mówiąc, że wrócisz, że nie zapomnisz. Kilka dni potem dowiaduje się, że wróciłeś do Eleanor. Do dziewczyny, która cię zdradzała! Zdradzała, do cholery jasnej! Nie zadzwoniłeś. Nie napisałeś. Nie zrobiłeś nic, aby mnie o tym fakcie poinformować. Zwyczajnie mnie olałeś! - wyrzuciła, ze złoscią ocierając mokre od łez policzki. Próbowałem do niej podejść, jednak za każdym razem odpychała moje ręce. - Nic dla ciebie nie znaczyłam, Louis. Tak samo jak ty, dla mnie nie znaczysz teraz. Wynoś się. Wynoście się oboje. - warknęła, patrząc wściekle w moje oczy.
     Gula w moim gardle nie pozwoliła mi normalnie oddychać, jednak ból w sercu był o wiele gorszy. Czułem się jakby zdzierano ze mnie żywcem skórę. Chciałem umrzeć, jednocześnie pragnąc wyjaśnić Alison całą sytuacje.
     - Louis, idź. - rzucił Niall, nie odwracając się. Mięśnie jego ramion były napięte. - Zaraz do ciebie dołączę.
     Ostatni raz spojrzałem na Alison, wychodząc z pokoju. Razem z trzaskiem zamykanych drzwi, resztki mojego serca rozpadły się na milion kawałeczków, a ja chciałem tylko jedno: umrzeć.

********
Jestem, jestem.
W ostatnich tygodniach pracowałam, cały czas na 2 zmianę, stąd brak odcinków.
A co do matmy: mimo moich starań i napisaniu prac na oceny na jakie kazała mi nauczelka, nie przepuściła mnie. Panie i Panowie tak nauczyciele dotrzymuje słowa. Albo lepiej: nie robią tego ;)
Mimo to, dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki.
P.s. Jest po 23 :)

piątek, 12 czerwca 2015

Chapter VII

*****

~Alison~

     Szybkim krokiem wbiegłam do budynku, nerwowo poprawiając spadającą torbę z ramienia. Korytarze były puste, gdzieniegdzie przemykały osoby, które podzieliły mój los i dołączyły do grona spóźnionych już pierwszego dnia. Zagryzłam wargę, podchodząc do właściwych drzwi i cicho wchodząc do środka. Kilka osób najbliżej siedzących, spojrzało na mnie karcąco, aby po chwili ponownie skupić się na słowach profesora.
        - Kryminalistyka nie jest łatwym kierunkiem. Połowa z was, którzy tutaj siedzą, nie dotrwa do końca roku. Zostaną tylko ci najlepsi - starszy mężczyzna żwawo wymachiwał rękoma. Szybko usiadłam na pierwszym lepszym miejscu, wyjmujac laptop i starając się nie zwracać na siebie uwagi. Nacisnęłam srebrny przycisk, a czarny ekran zamigotał, ukazując moje zdjęcie z uśmiechniętym Louisem. Doskonale pamiętałam moment, kiedy Tomlinson je zrobił. To był nasz ostani wspólny dzień.

*Retrospekcja*

     Usiadłam na masce samochodu, podciągając kolana pod brodę. Koło mnie leżał Louis wpatrując się we mnie i delikatnie gładząc moje odsłonięte ramię. Uśmiechnęłam się, leniwe spoglądając na radosną twarz chłopaka.
        - Co robisz? - zapytałam, kiedy zaczął powoli zbliżać swoją twarz w moim kierunku. Przygryzłam wargę, kiedy jego usta delikanie musnęły moje. Zarzuciłam ręce na jego szyję, podnosząc się i siadajac okrakiem na kolanach chłopaka. Jego dłonie ciasno oplotły moje ciało, przybliżając mnie do rozgrzanej klatki piersiowej. Jęknęłam cicho, gdy szatyn przygryzł moją wargę, pogłębiając przy okazji pocałunek. Po kilku minutach, odsuneliśmy się od siebie ciężko dysząc.
        - Nie chce cię zostawiać - mruknął, opierając głowę o moje czoło. Zamknął oczy, zastanawiając się nad czymś.- Pojedź z nami.- odezwał się nagle, szeroko uśmiechając. Spojrzałam na niego kręcąc z niedowierzaniem głową.
        - Nie mogę - westchnęłam  powoli się podnosząc i zakładając bluzę Tommo.- Niall się nie zgodzi, mam szkołę, a wasi fani mnie nienawidzą.- mruknęłam zakładając dłonie na piersi. - To się nie uda.

     Szatyn wywrócił oczami, chwytając mój nadgarstek i ciągnąc w swoją stronę. Zaśmiałam się, kiedy spojrzał na mnie z miną małego, błagającego dziecka. Pokręciłam głową, odgarniając z oczu kosmyki włosów i dokładnie lustrując wzrokiem twarz chłopaka. Chciałam jak najlepiej ją zapamiętać - w końcu nie wiedziałam kiedy ponownie się zobaczymy.
     Louis chwycił moją dłoń, przez co znalazłam się między jego nogami. Uniósł do ust moją dłoń, składając delikatne pocałunki na każdym fragmencie skóry. Westchnęłam cicho, niechętnie spoglądając na nadgarstek cicho jęcząc z zawodu. Musieliśmy wracać.
     Szatyn spojrzał na zegarek, zrezygnowany zamykając na chwilę oczy. Zeskoczył z maski samochodu, biorąc do ręki leżący obok nas aparat. Niepewnie obserwowałam jego ruchy, kiedy coś ustawiał, aż w końcu ustawił się obok mnie. 
        - Uśmiech! - zawołał. Zamrugałam szybko oczami, automatycznie się uśmiechając. Migawka zabłysła, oślepiajac nas na kilka kolejnych sekund. Zdezorientowana spojrzałam na szczerzącego się Tomlinsona, wpatrującego się w dopiero zrobione zdjęcie. Zaskoczina czekałam na jego wyjaśnienia.
        - Jeżeli nie możesz być ze mną w trasie, chcę mieć coś, w co będę mógł się wpatrywać bez końca. - zaśmiał się, całując mój policzek.

* Koniec retrospekcji *

     Westchnęłam cicho, wpatrując się w oczy Louisa i próbując pozbyć się uczucia pustki i żalu. Wtedy, w wesołym miasteczku, wydawał mi się szczery. Uwierzyłam mu, kiedy powiedział, że mnie kocha. Nie przypuszczałam nawet, że może to być zwykła gra z jego strony.
     Louis kochał Eleanor. To ona była tą szczęściarą, która była dla niego wszystkim. Ja... byłam tylko zwyczajną zabawką, którą można było odrzucić w kąt, kiedy się znudzi. Szkoda, że nikt nie podejrzewał, że ta " zabawka " może mieć również uczucia.
 Rozejrzałam się dookoła, a kiedy upewniłam się, że nikt mnie nie obserwuje, weszłam w ustawieniam i jednym ruchem zmieniając tapetę z Lou na systemową. Obiecałam sobie, że zapomnę o tym co się stało w Irlandii, a im szybciej zapomnę o tym co było między mną a Tomlinsonem, tym lepiej.
     Przynajmniej nie musiałam się obawiać jakiejkolwiek reakcji z jego strony. Sam zakończył to ponad rok temu, zanim zdążyło się bardziej rozwinąć.
    Z żalem podniosłam wzrok na profesora, pokazującego nam prezentację o wybranym przez nas kierunku studiów. Oparłam głowę na dłoni, tępo wpatrując się w ścianę przede mną, i tak jak większość sali - nie interesując się wcale wykładem.
To będą ciężkie trzy lata...

~Louis~

     Ze złością rzuciłem nowym telefonem w ściane naprzeciwko, nie dbając o jego stan. Usiadłem na kanapie, chwytając się za włosy i mocno ciągnąć za kosmyki. Niall ostrzegał mnie, abym po "zerwaniu" z Eleanor nie wchodził na strony plotkarskie, jednak ja - głupi i skretyniały idiota - musiałem oczywiście pokazać, że jestem mądrzejszy od wszystkich.
     Nie sądziłem, że Eleanor dotrzyma obietnicy, którą wykrzyczała, kiedy wyrzucałem ją z domu. Sądziłem, że chciała mnie tylko nastraszyć i zmusić do "powrotu", jednak dzisiejszy artykuł całkowicie wyprowadził mnie z błędu w jakim tkwiłem.
 Owszem, nie powinienem przejmować się bzdurami, które panna Calder wyssała sobie z palca, jednak podświadomie czułem, że tym razem ciemnowłosa uderzyła w czuły punkt. Doskonale wiedziała, że temat Alison jest dla mnie drażliwy i nie zawahała się go użyć przeciwko mnie.
     Nerwowo wypuściłem powietrze, próbując się uspokoić, jednak nagłówek artykułu, cały czas pojawiał się przed moimi oczami. Miałem zaledwie kilka minut, za nim zadzwonią do mnie z Modestu i karzą wszystko wytłumaczyć. Czułem, że to będzie ciężka rozmowa dla nas wszystkich.
     Podświadomie modliłem się o to, aby Alison nie zauważyła artykułu do czasu, aż wydamy stosowne oświadczenie. Nie miałem zamiaru zostawiać tego bez jakiejkolwiek reakcji z mojej strony. Nie chodziło tutaj już tylko o mnie, ale również o Ali. Wolałem, aby sytuacja z artykułem została wyjaśniona jak najszybciej. Alison nie zasłużyła na takie traktowanie.
     Sygnał który dobiegł z rozbitego telefonu, rozbrzmiał w całym pomieszczeniu, zmuszając mnie do wstania z kanapy i odebrania połączenia. Chwyciłem biały przedmiot, badawczo przyglądając się obudowie, chcąc ocenić strarty. Oprócz pękniętej szybki nic wielkiego się nie stało.
     Spojrzałem na kontakt natychmiast marszcząc brwi, rozpoznając numer Niall'a. Chwilę zwlekałem z odebraniem, bojąc się tego co może powiedzieć blondyn. Przecież na pewno widział ten cholerny artykuł, prawda?
        - Halo? - powiedziałem niepewnie do aparatu, podchodząc do okna.
        - Louis, chcesz wszystko naprawić? - zawahałem się nie rozumiąc o czym mówił blondyn. Podrapałem się po głowie, chcąc coś powiedzieć, jednak głos przyjaciela, skutecznie mi to uniemożliwił.- Bądź gotowy za 10 minut. Jedziemy do Alison.
     Zdezorientowany wptrywałem się panoramę Londynu, próbując zrozumieć, co przed chwilą się stało. Doskonle wiedziałem, że Alison nie chce mnie znać. Zraniłem ją. Nawet jeżeli starałem się tego nie robić.
     Spuściłem wzrok na telefon, chcąc ponownie wybrać numer przyjaciela, jednak zamarłem widząc nagłówek przegladanego przeze mnie wcześniej artykułu.

" Louis Tomlinson i Alison Evans mieli gorący romans! Eleanor Calder wyznaje prawdę o idolu nastolatek! "

*********
Witam wsystkich! 
Na początku chcę wyjaśnić, dlaczego nie było odcinka tydzień temu. W poniedziałek jechałam na wycieczkę i musiałam pozałatwiać kilka spraw. A żeby tego było mało - tato spalił mi laptop ; _ ;
Piszę z tabletu, więc wiecie....
A jeżeli chodzi o matme... W PN muszę napisać jeden sprawdzian na 3 a w ŚR kolejny również na 3. Idę się zastrzelić. Jeżeli zdam - mam koniec,  jeżeli nie - kampania sierpniowa O.O
To chyba tyle...a uratowałam ten odcinek! Moja beta chyba się załamała, jak zobaczyła co jej wysłałam - nie dziwie się. Dopisałam kilka akapitów i jestem nawet zadowolona z tego odcinka :)

20 KOMENTARZY = NEXT!

niedziela, 31 maja 2015

Chapter VI

******
~Alison~

    Dom bractwa wyglądał jak po przejściu tornada. Kanapy leżały wywrócone na dywanie, stół, który służył jeszcze kilka godzin temu - leżał połamany w kącie. Wszędzie leżały czerwone, plastikowe kubeczki, butelki po alkoholu i resztki jedzenia. Wyminęłam jednego z przyjacieli Michaela, wchodząc na schody i kierując się w stronę pokoju chłopaka. Starałam się być cicho, nie chcąc obudzić śpiących imprezowiczów. Miałam zamiar zabrać Mię i jak najszybciej zniknąć.
     Delikatnie zastukałam w drzwi, jednak kiedy po kilku minutach nikt ich nie otworzył, nacisnęłam klamkę, wchodząc do pomieszczenia.
     Pokój Clifforda był jedynym czystym miejscem w całym budynku. Nigdzie nie walały się puste, rozbite butelki, a w łazience nie spała jedna z tych par, które zdecydowały się na szybki numerek. Z ulgą stwierdziłam, że Mia cały czas była tutaj bezpieczna, Michael dopilnował, aby nikt nie zrobił jej krzywdy.
     Rozejrzałam się dookoła, uważnie studiując pomieszczenie. Niewątpliwie był największym pokojem jaki może istnieć w bractwie - przewodniczący nie może przecież mieszkać w byle jakim pokoju. Na ścianach - ku mojemu zdziwieniu - nie wisiały plakaty nagich modelek w prowokujących pozach, a notatki. Podeszłam bliżej, uważnie przyglądając się wzorom, starannie wpisanym na białym papierze. Nie miałam pojęcia co oznaczają.
        - Chemia organiczna - drgnęłam słysząc za sobą głos chłopaka. Odwróciłam się, zauważając uśmiechniętego Michaela, opierającego się ramieniem o framugę otwartych drzwi. Zarumieniłam się, kiedy powoli ruszył w moją stronę, ubrany tylko w niebieski ręcznik. - Martwiłaś się o Mię? - skinęłam głową, zerkając na ciągle śpiącą dziewczynę. Nic nie zapowiadało na to, że obudzi się w najbliższym czasie. Czerwonowłosy spojrzał na dziewczynę w jego łóżku, po czym cicho westchnął. Pokręcił ze zrezygnowaniem głową, chwytając ubrania leżące na krześle i ponownie znikając - jak sądzę - w łazience. 
     Zdziwiona patrzyłam w miejsce, gdzie przed chwilą poszedł chłopak, decydując się w końcu na poczekalnię na niego. Wolałam sama nie pokazywać się w salonie bractwa; zbyt dużo pijanych osób znajdowało się w jednym pomieszczeniu. 
     Policja całe szczęście nie interesowała się mną tego ranka. Po skoku do jeziora i wybuchu auta, sądzili, że zostałam rozerwana na kawałki. Dopiero za kilka tygodni mieli zostać wyprowadzeni z błędu: po dokładnym badaniu szczątków wraku samochodu, śledczy ustalą, że jednak przeżyłam i cała zabawa zacznie się na nowo.
     Do wieczora miałam dostać nowe auto, które miało mi wystarczyć na dwa tygodnie. Po tym czasie razem z chłopakami zmywamy się z Anglii do Rio. Zbyt dużo ryzykujemy, ukrywając się w samym centrum miasta odpowiedzialnego za nasze poszukiwania. Przez ten czas, miałam udawać przykład na studentkę, a potem zrezygnować ze studiów na rzecz wyjazdu do Polski, gdzie " miałam opiekować się swoją babcią". W ten sposób nikt nie połączy Alison Evans z mistrzynią nielegalnych wyścigów. 
        - Alison. - zamrugałam zaskoczona patrząc na w pełni ubranego Clifforda. Zaśmiał się z mojej zdezorientowanej miny, chwytając moją rękę i wychodząc z pokoju. Zręcznie wymijaliśmy powoli budzących się ludzi i skierowaliśmy się do kuchni.
     Oboje przystanęliśmy w progu, patrząc na śpiące tam osoby. Calum i Luke leżeli na stole, pokryci bitą śmietaną, puchem i czymś kolorowym, co wyglądało jak posypka do ciasta. Ashton spał na podłodze, przytulając się do tekturowego pudełka po pizzy. Wczoraj musieli nieźle się upić.
        - Wnioskuje że jeżeli chcemy coś zjeść, musimy ich obudzić. - Mike podrapał się po brodzie, delikatnie kopiąc Asha. Chwyciłam do ręki na wpół pustą butelkę z wodą, wylewając ją na teraz śpiącego blondyna. Chłopak gwałtownie podskoczył, nerwowo rozglądając się po pomieszczeniu, aż zauważył moją dłoń z butelką.
        - Kurwa, jesteście nienormalni... - wybełkotał, powoli w stając i chwiejnym krokiem idąc o salonu.  Pewnie gdyby nie był pijany, odegrałby się za niemiła pobudkę. Wzruszam ramionami odwracając się do Michaela, który wyprowadzał dwóch pozostałych kumpli z kuchni.  Usiadłam na barowym krześle wpatrując się w swoje paznokcie. Nie miałam pojęcia, kiedy Mia wstanie, miałam nadzieję, że jak najszybciej jakoś nie uśmiechało mi się spotkanie z Ingrid. Nie widziałam rudowłosej od roku i jakoś nie specjalnie za nią tęskniłam. Za każdym razem, kiedy o niej myślałam miałam ochotę przywalić sobie za to, że tak łatwo dałam się omamić.
        - Czasami czuję się jak ich ojciec - mruknął Michael ponownie wchodząc do kuchni i podchodząc do lodówki. W ciszy obserwowałam jak wykłada potrzebne produkty na blat, a po chwili obok niego pojawia się młody, pryszczaty chłopak. Zmarszczyłam brwi, kiedy bez słowa wziął od chłopaka pudełko jajek i zaczął je rozbijać na patelni. To nie mógł być imprezowicz - jego ubranie aż wołało ''kujon''. Niepewnie uniosłam wzrok na Mike'a niemo żądając wyjaśnień.- To praktykujący. Chce się dostać do bractwa, a żeby to zrobić, przez rok muszą pokazać jak bardzo im zależy i są naszymi ''chłopcami na posyłki'' - uniósł dwa palce do góry robiąc cudzysłów. - Powiedz mi lepiej, dlaczego wczoraj tak szybko wybiegłaś, co? Przeraziła cię Ingrid?
     Zaśmiałam się pod nosem, znowu wpatrując się w blat stołu. Nie znałam Michaela tak dobrze, więc nie mogłam nic mu powiedzieć. Jasne, wiedział o tym, że jestem siostrą Niall'a Horana, ale nie musiałam go o tym informować - media społecznościowe zrobiły to za mnie.
          - Kiedyś się przyjaźniłyśmy - odparłam wymijająco, dziękując niemo praktykującemu, który postawił przede mną talerz z jajecznicą. - Potem... zachowała się nie fair w stosunku do mnie i tyle. Ja wyjechałam, ona znalazła sobie nowych przyjaciół i kontakt się nam urwał. Nie żałuje tego jakoś zbytnio, nawet się ciesze.
     Przez resztę posiłku, rozmawialiśmy o wczorajszej imprezie i życiu przed studiami. Jak się później okazało, Luke i Ingrid poznali się rok temu na imprezie, gdzie zaliczyli szybki numerek w łazience. Następnie Ingrid niby ''przypadkiem'' zabrała mu telefon, aby potem mieć pretekst do ponownego spotkania i od tamtego czasu, ona i Luke tworzą parę. Czy szczęśliwą? Nikt nie wie.
      Po śniadaniu pomogłam chłopakowi ogarnąć kuchnię i wyrzucić za drzwi powoli budzących się imprezowiczów. Na szczęście nigdzie nie zauważyłam Ingrid; nie wiedziałam czy nadal jest w tym budynku, czy wyszła jeszcze wczoraj. Po jakimś czasie po schodach zeszła Mia, dzięki czemu mogłam nareszcie opuścić dom bractwa, bez niepotrzebnej kłótni.

******
Końcówka tak trochę.... nijaka.
Musze Was o coś prosić. Pamiętacie, moje problemy ze szkołą w zeszłym semestrze? Mam teraz identyczne, więc czy mogę Was prosić o to, abyście pomodlili się za mnie, abym mogła zdać matematykę? Nieciekawa sytuacja, szczerze mówiąc: muszę napisać jeden sprawdzian ( który jest we wtorek ) na co najmniej 3 oraz badanie wyników na 2. Dodatkowo muszę poprawić trzy sprawdziany i to wszystko w tym miesiącu. Błagam o pomoc.

Odcinek nie sprawdzany!

Przypominam o: CONTRACT i SECRET