piątek, 12 czerwca 2015

Chapter VII

*****

~Alison~

     Szybkim krokiem wbiegłam do budynku, nerwowo poprawiając spadającą torbę z ramienia. Korytarze były puste, gdzieniegdzie przemykały osoby, które podzieliły mój los i dołączyły do grona spóźnionych już pierwszego dnia. Zagryzłam wargę, podchodząc do właściwych drzwi i cicho wchodząc do środka. Kilka osób najbliżej siedzących, spojrzało na mnie karcąco, aby po chwili ponownie skupić się na słowach profesora.
        - Kryminalistyka nie jest łatwym kierunkiem. Połowa z was, którzy tutaj siedzą, nie dotrwa do końca roku. Zostaną tylko ci najlepsi - starszy mężczyzna żwawo wymachiwał rękoma. Szybko usiadłam na pierwszym lepszym miejscu, wyjmujac laptop i starając się nie zwracać na siebie uwagi. Nacisnęłam srebrny przycisk, a czarny ekran zamigotał, ukazując moje zdjęcie z uśmiechniętym Louisem. Doskonale pamiętałam moment, kiedy Tomlinson je zrobił. To był nasz ostani wspólny dzień.

*Retrospekcja*

     Usiadłam na masce samochodu, podciągając kolana pod brodę. Koło mnie leżał Louis wpatrując się we mnie i delikatnie gładząc moje odsłonięte ramię. Uśmiechnęłam się, leniwe spoglądając na radosną twarz chłopaka.
        - Co robisz? - zapytałam, kiedy zaczął powoli zbliżać swoją twarz w moim kierunku. Przygryzłam wargę, kiedy jego usta delikanie musnęły moje. Zarzuciłam ręce na jego szyję, podnosząc się i siadajac okrakiem na kolanach chłopaka. Jego dłonie ciasno oplotły moje ciało, przybliżając mnie do rozgrzanej klatki piersiowej. Jęknęłam cicho, gdy szatyn przygryzł moją wargę, pogłębiając przy okazji pocałunek. Po kilku minutach, odsuneliśmy się od siebie ciężko dysząc.
        - Nie chce cię zostawiać - mruknął, opierając głowę o moje czoło. Zamknął oczy, zastanawiając się nad czymś.- Pojedź z nami.- odezwał się nagle, szeroko uśmiechając. Spojrzałam na niego kręcąc z niedowierzaniem głową.
        - Nie mogę - westchnęłam  powoli się podnosząc i zakładając bluzę Tommo.- Niall się nie zgodzi, mam szkołę, a wasi fani mnie nienawidzą.- mruknęłam zakładając dłonie na piersi. - To się nie uda.

     Szatyn wywrócił oczami, chwytając mój nadgarstek i ciągnąc w swoją stronę. Zaśmiałam się, kiedy spojrzał na mnie z miną małego, błagającego dziecka. Pokręciłam głową, odgarniając z oczu kosmyki włosów i dokładnie lustrując wzrokiem twarz chłopaka. Chciałam jak najlepiej ją zapamiętać - w końcu nie wiedziałam kiedy ponownie się zobaczymy.
     Louis chwycił moją dłoń, przez co znalazłam się między jego nogami. Uniósł do ust moją dłoń, składając delikatne pocałunki na każdym fragmencie skóry. Westchnęłam cicho, niechętnie spoglądając na nadgarstek cicho jęcząc z zawodu. Musieliśmy wracać.
     Szatyn spojrzał na zegarek, zrezygnowany zamykając na chwilę oczy. Zeskoczył z maski samochodu, biorąc do ręki leżący obok nas aparat. Niepewnie obserwowałam jego ruchy, kiedy coś ustawiał, aż w końcu ustawił się obok mnie. 
        - Uśmiech! - zawołał. Zamrugałam szybko oczami, automatycznie się uśmiechając. Migawka zabłysła, oślepiajac nas na kilka kolejnych sekund. Zdezorientowana spojrzałam na szczerzącego się Tomlinsona, wpatrującego się w dopiero zrobione zdjęcie. Zaskoczina czekałam na jego wyjaśnienia.
        - Jeżeli nie możesz być ze mną w trasie, chcę mieć coś, w co będę mógł się wpatrywać bez końca. - zaśmiał się, całując mój policzek.

* Koniec retrospekcji *

     Westchnęłam cicho, wpatrując się w oczy Louisa i próbując pozbyć się uczucia pustki i żalu. Wtedy, w wesołym miasteczku, wydawał mi się szczery. Uwierzyłam mu, kiedy powiedział, że mnie kocha. Nie przypuszczałam nawet, że może to być zwykła gra z jego strony.
     Louis kochał Eleanor. To ona była tą szczęściarą, która była dla niego wszystkim. Ja... byłam tylko zwyczajną zabawką, którą można było odrzucić w kąt, kiedy się znudzi. Szkoda, że nikt nie podejrzewał, że ta " zabawka " może mieć również uczucia.
 Rozejrzałam się dookoła, a kiedy upewniłam się, że nikt mnie nie obserwuje, weszłam w ustawieniam i jednym ruchem zmieniając tapetę z Lou na systemową. Obiecałam sobie, że zapomnę o tym co się stało w Irlandii, a im szybciej zapomnę o tym co było między mną a Tomlinsonem, tym lepiej.
     Przynajmniej nie musiałam się obawiać jakiejkolwiek reakcji z jego strony. Sam zakończył to ponad rok temu, zanim zdążyło się bardziej rozwinąć.
    Z żalem podniosłam wzrok na profesora, pokazującego nam prezentację o wybranym przez nas kierunku studiów. Oparłam głowę na dłoni, tępo wpatrując się w ścianę przede mną, i tak jak większość sali - nie interesując się wcale wykładem.
To będą ciężkie trzy lata...

~Louis~

     Ze złością rzuciłem nowym telefonem w ściane naprzeciwko, nie dbając o jego stan. Usiadłem na kanapie, chwytając się za włosy i mocno ciągnąć za kosmyki. Niall ostrzegał mnie, abym po "zerwaniu" z Eleanor nie wchodził na strony plotkarskie, jednak ja - głupi i skretyniały idiota - musiałem oczywiście pokazać, że jestem mądrzejszy od wszystkich.
     Nie sądziłem, że Eleanor dotrzyma obietnicy, którą wykrzyczała, kiedy wyrzucałem ją z domu. Sądziłem, że chciała mnie tylko nastraszyć i zmusić do "powrotu", jednak dzisiejszy artykuł całkowicie wyprowadził mnie z błędu w jakim tkwiłem.
 Owszem, nie powinienem przejmować się bzdurami, które panna Calder wyssała sobie z palca, jednak podświadomie czułem, że tym razem ciemnowłosa uderzyła w czuły punkt. Doskonale wiedziała, że temat Alison jest dla mnie drażliwy i nie zawahała się go użyć przeciwko mnie.
     Nerwowo wypuściłem powietrze, próbując się uspokoić, jednak nagłówek artykułu, cały czas pojawiał się przed moimi oczami. Miałem zaledwie kilka minut, za nim zadzwonią do mnie z Modestu i karzą wszystko wytłumaczyć. Czułem, że to będzie ciężka rozmowa dla nas wszystkich.
     Podświadomie modliłem się o to, aby Alison nie zauważyła artykułu do czasu, aż wydamy stosowne oświadczenie. Nie miałem zamiaru zostawiać tego bez jakiejkolwiek reakcji z mojej strony. Nie chodziło tutaj już tylko o mnie, ale również o Ali. Wolałem, aby sytuacja z artykułem została wyjaśniona jak najszybciej. Alison nie zasłużyła na takie traktowanie.
     Sygnał który dobiegł z rozbitego telefonu, rozbrzmiał w całym pomieszczeniu, zmuszając mnie do wstania z kanapy i odebrania połączenia. Chwyciłem biały przedmiot, badawczo przyglądając się obudowie, chcąc ocenić strarty. Oprócz pękniętej szybki nic wielkiego się nie stało.
     Spojrzałem na kontakt natychmiast marszcząc brwi, rozpoznając numer Niall'a. Chwilę zwlekałem z odebraniem, bojąc się tego co może powiedzieć blondyn. Przecież na pewno widział ten cholerny artykuł, prawda?
        - Halo? - powiedziałem niepewnie do aparatu, podchodząc do okna.
        - Louis, chcesz wszystko naprawić? - zawahałem się nie rozumiąc o czym mówił blondyn. Podrapałem się po głowie, chcąc coś powiedzieć, jednak głos przyjaciela, skutecznie mi to uniemożliwił.- Bądź gotowy za 10 minut. Jedziemy do Alison.
     Zdezorientowany wptrywałem się panoramę Londynu, próbując zrozumieć, co przed chwilą się stało. Doskonle wiedziałem, że Alison nie chce mnie znać. Zraniłem ją. Nawet jeżeli starałem się tego nie robić.
     Spuściłem wzrok na telefon, chcąc ponownie wybrać numer przyjaciela, jednak zamarłem widząc nagłówek przegladanego przeze mnie wcześniej artykułu.

" Louis Tomlinson i Alison Evans mieli gorący romans! Eleanor Calder wyznaje prawdę o idolu nastolatek! "

*********
Witam wsystkich! 
Na początku chcę wyjaśnić, dlaczego nie było odcinka tydzień temu. W poniedziałek jechałam na wycieczkę i musiałam pozałatwiać kilka spraw. A żeby tego było mało - tato spalił mi laptop ; _ ;
Piszę z tabletu, więc wiecie....
A jeżeli chodzi o matme... W PN muszę napisać jeden sprawdzian na 3 a w ŚR kolejny również na 3. Idę się zastrzelić. Jeżeli zdam - mam koniec,  jeżeli nie - kampania sierpniowa O.O
To chyba tyle...a uratowałam ten odcinek! Moja beta chyba się załamała, jak zobaczyła co jej wysłałam - nie dziwie się. Dopisałam kilka akapitów i jestem nawet zadowolona z tego odcinka :)

20 KOMENTARZY = NEXT!

niedziela, 31 maja 2015

Chapter VI

******
~Alison~

    Dom bractwa wyglądał jak po przejściu tornada. Kanapy leżały wywrócone na dywanie, stół, który służył jeszcze kilka godzin temu - leżał połamany w kącie. Wszędzie leżały czerwone, plastikowe kubeczki, butelki po alkoholu i resztki jedzenia. Wyminęłam jednego z przyjacieli Michaela, wchodząc na schody i kierując się w stronę pokoju chłopaka. Starałam się być cicho, nie chcąc obudzić śpiących imprezowiczów. Miałam zamiar zabrać Mię i jak najszybciej zniknąć.
     Delikatnie zastukałam w drzwi, jednak kiedy po kilku minutach nikt ich nie otworzył, nacisnęłam klamkę, wchodząc do pomieszczenia.
     Pokój Clifforda był jedynym czystym miejscem w całym budynku. Nigdzie nie walały się puste, rozbite butelki, a w łazience nie spała jedna z tych par, które zdecydowały się na szybki numerek. Z ulgą stwierdziłam, że Mia cały czas była tutaj bezpieczna, Michael dopilnował, aby nikt nie zrobił jej krzywdy.
     Rozejrzałam się dookoła, uważnie studiując pomieszczenie. Niewątpliwie był największym pokojem jaki może istnieć w bractwie - przewodniczący nie może przecież mieszkać w byle jakim pokoju. Na ścianach - ku mojemu zdziwieniu - nie wisiały plakaty nagich modelek w prowokujących pozach, a notatki. Podeszłam bliżej, uważnie przyglądając się wzorom, starannie wpisanym na białym papierze. Nie miałam pojęcia co oznaczają.
        - Chemia organiczna - drgnęłam słysząc za sobą głos chłopaka. Odwróciłam się, zauważając uśmiechniętego Michaela, opierającego się ramieniem o framugę otwartych drzwi. Zarumieniłam się, kiedy powoli ruszył w moją stronę, ubrany tylko w niebieski ręcznik. - Martwiłaś się o Mię? - skinęłam głową, zerkając na ciągle śpiącą dziewczynę. Nic nie zapowiadało na to, że obudzi się w najbliższym czasie. Czerwonowłosy spojrzał na dziewczynę w jego łóżku, po czym cicho westchnął. Pokręcił ze zrezygnowaniem głową, chwytając ubrania leżące na krześle i ponownie znikając - jak sądzę - w łazience. 
     Zdziwiona patrzyłam w miejsce, gdzie przed chwilą poszedł chłopak, decydując się w końcu na poczekalnię na niego. Wolałam sama nie pokazywać się w salonie bractwa; zbyt dużo pijanych osób znajdowało się w jednym pomieszczeniu. 
     Policja całe szczęście nie interesowała się mną tego ranka. Po skoku do jeziora i wybuchu auta, sądzili, że zostałam rozerwana na kawałki. Dopiero za kilka tygodni mieli zostać wyprowadzeni z błędu: po dokładnym badaniu szczątków wraku samochodu, śledczy ustalą, że jednak przeżyłam i cała zabawa zacznie się na nowo.
     Do wieczora miałam dostać nowe auto, które miało mi wystarczyć na dwa tygodnie. Po tym czasie razem z chłopakami zmywamy się z Anglii do Rio. Zbyt dużo ryzykujemy, ukrywając się w samym centrum miasta odpowiedzialnego za nasze poszukiwania. Przez ten czas, miałam udawać przykład na studentkę, a potem zrezygnować ze studiów na rzecz wyjazdu do Polski, gdzie " miałam opiekować się swoją babcią". W ten sposób nikt nie połączy Alison Evans z mistrzynią nielegalnych wyścigów. 
        - Alison. - zamrugałam zaskoczona patrząc na w pełni ubranego Clifforda. Zaśmiał się z mojej zdezorientowanej miny, chwytając moją rękę i wychodząc z pokoju. Zręcznie wymijaliśmy powoli budzących się ludzi i skierowaliśmy się do kuchni.
     Oboje przystanęliśmy w progu, patrząc na śpiące tam osoby. Calum i Luke leżeli na stole, pokryci bitą śmietaną, puchem i czymś kolorowym, co wyglądało jak posypka do ciasta. Ashton spał na podłodze, przytulając się do tekturowego pudełka po pizzy. Wczoraj musieli nieźle się upić.
        - Wnioskuje że jeżeli chcemy coś zjeść, musimy ich obudzić. - Mike podrapał się po brodzie, delikatnie kopiąc Asha. Chwyciłam do ręki na wpół pustą butelkę z wodą, wylewając ją na teraz śpiącego blondyna. Chłopak gwałtownie podskoczył, nerwowo rozglądając się po pomieszczeniu, aż zauważył moją dłoń z butelką.
        - Kurwa, jesteście nienormalni... - wybełkotał, powoli w stając i chwiejnym krokiem idąc o salonu.  Pewnie gdyby nie był pijany, odegrałby się za niemiła pobudkę. Wzruszam ramionami odwracając się do Michaela, który wyprowadzał dwóch pozostałych kumpli z kuchni.  Usiadłam na barowym krześle wpatrując się w swoje paznokcie. Nie miałam pojęcia, kiedy Mia wstanie, miałam nadzieję, że jak najszybciej jakoś nie uśmiechało mi się spotkanie z Ingrid. Nie widziałam rudowłosej od roku i jakoś nie specjalnie za nią tęskniłam. Za każdym razem, kiedy o niej myślałam miałam ochotę przywalić sobie za to, że tak łatwo dałam się omamić.
        - Czasami czuję się jak ich ojciec - mruknął Michael ponownie wchodząc do kuchni i podchodząc do lodówki. W ciszy obserwowałam jak wykłada potrzebne produkty na blat, a po chwili obok niego pojawia się młody, pryszczaty chłopak. Zmarszczyłam brwi, kiedy bez słowa wziął od chłopaka pudełko jajek i zaczął je rozbijać na patelni. To nie mógł być imprezowicz - jego ubranie aż wołało ''kujon''. Niepewnie uniosłam wzrok na Mike'a niemo żądając wyjaśnień.- To praktykujący. Chce się dostać do bractwa, a żeby to zrobić, przez rok muszą pokazać jak bardzo im zależy i są naszymi ''chłopcami na posyłki'' - uniósł dwa palce do góry robiąc cudzysłów. - Powiedz mi lepiej, dlaczego wczoraj tak szybko wybiegłaś, co? Przeraziła cię Ingrid?
     Zaśmiałam się pod nosem, znowu wpatrując się w blat stołu. Nie znałam Michaela tak dobrze, więc nie mogłam nic mu powiedzieć. Jasne, wiedział o tym, że jestem siostrą Niall'a Horana, ale nie musiałam go o tym informować - media społecznościowe zrobiły to za mnie.
          - Kiedyś się przyjaźniłyśmy - odparłam wymijająco, dziękując niemo praktykującemu, który postawił przede mną talerz z jajecznicą. - Potem... zachowała się nie fair w stosunku do mnie i tyle. Ja wyjechałam, ona znalazła sobie nowych przyjaciół i kontakt się nam urwał. Nie żałuje tego jakoś zbytnio, nawet się ciesze.
     Przez resztę posiłku, rozmawialiśmy o wczorajszej imprezie i życiu przed studiami. Jak się później okazało, Luke i Ingrid poznali się rok temu na imprezie, gdzie zaliczyli szybki numerek w łazience. Następnie Ingrid niby ''przypadkiem'' zabrała mu telefon, aby potem mieć pretekst do ponownego spotkania i od tamtego czasu, ona i Luke tworzą parę. Czy szczęśliwą? Nikt nie wie.
      Po śniadaniu pomogłam chłopakowi ogarnąć kuchnię i wyrzucić za drzwi powoli budzących się imprezowiczów. Na szczęście nigdzie nie zauważyłam Ingrid; nie wiedziałam czy nadal jest w tym budynku, czy wyszła jeszcze wczoraj. Po jakimś czasie po schodach zeszła Mia, dzięki czemu mogłam nareszcie opuścić dom bractwa, bez niepotrzebnej kłótni.

******
Końcówka tak trochę.... nijaka.
Musze Was o coś prosić. Pamiętacie, moje problemy ze szkołą w zeszłym semestrze? Mam teraz identyczne, więc czy mogę Was prosić o to, abyście pomodlili się za mnie, abym mogła zdać matematykę? Nieciekawa sytuacja, szczerze mówiąc: muszę napisać jeden sprawdzian ( który jest we wtorek ) na co najmniej 3 oraz badanie wyników na 2. Dodatkowo muszę poprawić trzy sprawdziany i to wszystko w tym miesiącu. Błagam o pomoc.

Odcinek nie sprawdzany!

Przypominam o: CONTRACT i SECRET

niedziela, 24 maja 2015

Chapter V

***********

~Louis~

     Zmęczony opadłem na kanapę, zrzucając z niej wcześniej puste butelki po alkoholu. W ręce trzymałem świeżo otwartą butelkę wódki, która po kilku sekundach dotknęła moich warg. Piekąca ciecz spływająca po moim gardle, dawała tymczasową ulgę i pozwalała nie myśleć o problemach, które z sekundy na sekundę stawały się większe i gorsze do rozwiązania. Tak właśnie rozwiązywałem problemy, a szczególnie jeden z nich, który nazywał się Alison.
     Podniosłem z podłogi biały prostokącik, odwracając. Z trudem skupiłem swój wzrok na postaci dziewczyny i nieco starszego chłopaka. Uśmiechnięta dziewczyna, patrzyła w dół, a chłopak szeptał jej coś na ucho. Byli zakochani.
     Przetarłem załzawione oczy, drżącą ręką przybliżając fotografię do twarzy. Alison na zdjęciu wyglądała przepięknie, delikatnie i kobieco. Ostrożnie pogładziłem kciukiem twarz dziewczyny, głośno szlochając. Wypuściłem z ust powietrze, przechylając butelkę z przezroczystym płynem. Zacisnąłem mocno powieki, kiedy ogień zaczął drażnić moje gardło, prawie wywołując wymioty. Opadłem na kanapę, tępo wpatrując się w ścianę przede mną, a butelka leniwie wyślizgnęła się z moich dłoni, rozbijając na kawałki przy spotkaniu z ziemią.
     Kochałem Alison. Była dla mnie najważniejsza, kimś kto w pełni mnie akceptował, szanował. Nie wyobrażałem sobie bez niej życia, była moim jasnym promyczkiem na końcu tunelu. Oddałbym za nią życie, gdyby dzięki temu wszytko mogłoby wrócić na swoje miejsce.
     Zacisnąłem dłoń, formując z fotografii, małą, białą kulkę. Uniosłem dłoń, a po chwili papier znalazł się na drugim krańcu pokoju. Zamknąłem oczy, cicho przeklinając wszystkie osoby, które doprowadziły do mojego stanu.
     Dźwięk dzwonka rozniósł się po mieszkaniu, wywołując okrzyk niezadowolenia. Chwyciłem poduszkę, chowając w niej twarz, nie ruszając się z miejsca. Miałem nadzieję, że osoba, która dobija się do moich drzwi odejdzie, pozwalając mi tym samym na dalsze użalanie się nad sobą.
        -Louis! Wiem, że tam jesteś! - jęknąłem rozpoznając głos znienawidzonej przeze mnie osoby. Ścisnąłem mocniej poduszkę, jakby mogła mnie uchronić przed nieuniknionym spotkaniem - Louis? - zamek w drzwiach zgrzytał, a po całym domu, rozniósł się odgłos zbliżających się kroków. Siłą powstrzymywałem się od zwymiotowania, kiedy do nozdrzy doszedł mnie zapach jej perfum. - Boże, Louis! Jesteś całkowicie zalany!
     Prychnąłem, prostując się i wstając na równe nogi. Chwiejnym krokiem, wyminąłem sylwetkę dziewczyny, wchodząc do kuchni. Otwarłem lodówkę, wyciągając kolejną butelkę alkoholu, czując jak spojrzenie szatynki wręcz pali moje plecy. Chwilę siłowałem się z otwarciem napoju, jednak kiedy w końcu mi się udało, na moich ustach pojawił się zwycięski uśmiech.
        - Czego chcesz? - warknąłem kiedy odstawiłem butelkę na stół z znacznym jej brakiem. Zmarszczyłem brwi, aby po chwili wyciągnąć z kieszeni spodni papierosy i zapalniczkę. Nie kłopocząc się z podejściem do okna, usiadłem obok butelki, zapalając białą rurkę. Wyczekująco spojrzałem na dziewczynę, ciągle oczekując od niej odpowiedzi.
        - Mieliśmy iść na zakupy....- wydęła wargi w śmieszny sposób. Pokręciłem głową, zaciągając się dymem i skupiając swój wzrok na butelce przede mną. Prychnąłem pod nosem, kiedy dotarł do mnie sens jej słów. Zakupy... za które ja miałem zapłacić.
        - Sama idź na zakupy - zakpiłem, zsuwając się z miejsca i gasząc niedopałek na stole. Nie zwróciłem uwagi na ślad jaki przez to został. Jestem w końcu Louis Tomlinson. Jeżeli będę chciał nowy stół, to go kupię. Nawet dziesięć jak będę mieć taki kaprys.
        - Ale Louis...! - krzyknęła, kiedy ją wyminąłem. - Louis...
        - Tak, to moje imię - zaśmiałem się, opadając na kanapę. Nie miałem zamiaru iść z Eleanor gdziekolwiek. Za każdym razem, gdy chciała mnie gdzieś wyciągnąć, miałem wymyślone wymówki.
     Nigdy nie sądziłem, że Eleanor będzie mistrzynią manipulacji i szantażu. Dwa dni po naszym wyjeździe na trasę, wkradła się do mojego pokoju w hotelu, mając ze sobą przerobione zdjęcia z naszego ostatniego stosunku seksualnego. Zagroziła że pokaże je Alison, racząc ją "przyjemną" historyjką o tym, jak zaraz po odstawieniu blondynki do domu po wesołym miasteczku, przyjechałem do niej i uprawialiśmy seks.
        - Oszalałeś? - warknęła, kiedy przystawiłem szyjkę butelki do ust. Wywróciłem oczami, łykając gorzki napój. Miałem nadzieję, że kiedy zobaczy w jakim jestem staje, odpuści i wyjdzie z mojego domu. Za każdym razem, kiedy brunetka znajdowała się w zasięgu mojego wzroku, żołądek niebezpiecznie dawał o sobie znać. - Co z tobą nie tak? - dodała, kręcąc głową i rozglądając się po zabałaganionym salonie. Zmarszczyła czoło, podchodząc do kominka i podnosząc coś z podłogi. Zignorowałem ją, skupiając swój wzrok na etykiecie piwa. - A więc o nią chodzi?- zamrugałem, kiedy przed twarzą pojawiła się wypielęgnowana dłoń Eleanor. Trzymała wyrzuconą przeze mnie fotografię.
     Warknąłem cicho, odsuwając się od niej i wyrzucając butelkę za siebie. Po chwili oboje usłyszeliśmy dźwięk rozbijającego się szkła.
        - Wyjdź. - rzuciłem nie patrząc na nią.
        - Ale dlaczego Louis? - zapytała, odrzucając za ramiona włosy. Zacisnąłem dłonie w pięści, starając się opanować rosnący gniew. Eleanor doskonale wiedziała, że temat Alison wyprowadza mnie z równowagi, a teraz za wszelką cenę chciała mnie wkurzyć. - Powinieneś wiedzieć, że taka... wywłoka jak ona nie jest dobra dla ciebie...
     Nie pamiętam, kiedy poderwałem się z kanapy, przygważdżając dziewczynę do ściany. Syknęła, kiedy mocno ścisnąłem ją za nadgarstki.
        - Kiedy mówię że masz wyjść, wychodzisz- syknąłem wpatrując się w jej przerażoną twarz. - Mam tego dość, Eleanor. Nie będę więcej twoim chłopcem na posyłki. Nigdy więcej nie chce cię widzieć. Wynoś się - odepchnąłem ją od siebie, odwracając się.
        - Pożałujesz tego - usłyszałem. Wzruszyłem ramionami, opadając na kanapę.
Tak bardzo mi cię brakuje Alison.


******
Odcinek sprawdzony :D
Biedny Louis czy nie bardzo?
Za chwilę obok pojawi się ankieta pt. 'Szczęśliwe zakończenie, czy nie?'' gdzie możecie zagłosować za szczęśliwym końcem historii, lub nie :D
Tak, mam szatański plan :P
Zapraszam na Contract i Secret

15 komentarzy - next! 
Dacie radę, co? :)

sobota, 16 maja 2015

Chapter IV


*********
  ~Alison~

    Adrenalina w moich żyłach wzrosła, kiedy minęłam kolejne auto. Czerwono-niebieskie światła migotały w oddali, co chwilę mnie ostrzegając, jednak ani myślałam o tym, aby się zatrzymać. Policja w danej chwili była moim najmniejszym problemem, którego chciałam się za wszelką cenę pozbyć.Wcisnęłam gaz, zmuszając auto do zwiększenia prędkości, mimo faktu, że już dawno przekroczyłam jego możliwości. 
     Ryzykowałam swoim własnym życiem, aby tylko nie widzieć parszywej mordy rudej dziewczyny. Tej samej dziewczyny przez którą całe moje życie się spieprzyło.Warknęłam, kiedy kierowca przede mną zajechał mi drogę, zmuszając mnie tym samym do gwałtownego hamowania. Przeklęłam pod nosem zmieniając bieg i zjeżdżając na sąsiedni pas, skutecznie ignorując klaksony kierowców.
     Alkohol nadal płynął w moich żyłach, jednak widok Ingrid otrzeźwił mnie na tyle, że ze spokojem mogłam siąść za kółkiem i nie wywołać żadnego wypadku… teoretycznie. W praktyce moje zdenerwowanie sięgało tak wysoko, że każdy, chociażby najmniejszy ruch, mógł spowodować mój nagły wybuch.
     Pośpiesznie spojrzałam we wsteczne lusterko, kiedy do moich uszu dobiegły strzały. Schyliłam się, a tylna szyba prysła pod ostrzałem, zasypując tylne miejsce pasażera drobinkami szkła. Przeklęłam głośno, jeszcze mocniej wciskając gaz i starając się uniknąć padających ze wszystkich stron kul. Nie dość, że zostawiłam Mię w obcym domu, z obcymi dla niej ludźmi, to za chwilę mogę zostać zabita przez funkcjonariuszy prawa. Nie byłam głupia, doskonale wiedziałam, że domyślili się kim jestem.
     Schyliłam się, kiedy jeden z pocisków przeleciał obok mojej twarzy, dziurawiąc przednią szybę. Skręciłam kierownicą, wjeżdżając na przeciwny pas. Samochody uskakiwały sprzed moich kół, torując mi prostą drogę do wyznaczonego przeze mnie celu. Nie było nawet mowy o tym, że dobrowolnie oddam się w ręce policji. Gdzie byłaby cała zabawa?
     Syknęłam, kiedy przednia szyba postanowiła pójść śladem tylnej i rozsypała się na miliony kawałków, kalecząc moją twarz, ręce i dłonie. Nie miałam pojęcia jak wytłumaczę się z tych ran na uczelni… jeżeli mnie nie złapią.
        - Kurwa – rzuciłam prostując się nagle i uważnie skanując drogę przede mną. Kilka metrów dalej, drogę tarasowało kilka radiowozów, a uzbrojeni po zęby policjanci mierzyli w mój samochód spluwami. Jedną ręką sięgnęłam do schowka, wyciągając czarną kominiarkę, która po chwili zasłaniała moją twarz. Wolałam, aby nikt nie skojarzył mojej osoby z Alison Evans. Ta druga dziewczyna, może mi się jeszcze przydać.
     Pociski zaatakowały nagle. Kręciłam kierownicą na wszystkie strony, gorączkowo rozmyślając nad próbą ucieczki, jednak jedyna możliwa droga prowadziła prosto na rzeź. Wjechałam na most, nieudolnie obserwując jak zbliżam się do mundurowych i rozsypanej na asfalcie kolczatki. To koniec.
     Ostatni raz rozejrzałam się, szukając możliwej drogi ucieczki, aż nagle mnie oświeciło.
Rzeka.
     Gwałtownie skręciłam kierownicą, rozbijając maską samochodu barierki bezpieczeństwa i spadając w przepaść. Czas jakby zwolnił swój bieg, a wokół mnie zapanowała cisza. Nie mogłam oderwać wzroku od zbliżającej się tafli wody, a w duchu liczyłam kolejne głębokie wdechy. Jak zaczarowana patrzyłam na czerń wody, niemo przygotowując się na najgorsze…
Śmierć.
     Gwałtowne zderzenie się z taflą rzeki spowodowało, że poduszki powietrzne eksplodowały przygniatając mnie do siedzenia kierowcy. Jęknęłam cicho, czując jak zaczyna brakować mi powietrza, poprzez ucisk na mojej klatce piersiowej. Czułam jak samochód opada, a do środka zaczyna wlewać się woda. Resztką sił, uderzałam w biały napompowany materiał, starając się go przebić długimi paznokciami. Kiedy w końcu mi się to udało, woda sięgała mi do piersi.
     Szarpnęłam za pas bezpieczeństwa, klnąc, kiedy zatrzask się zaciął. Coraz większa panika obejmowała moje ciało, mimo to rozpaczliwie walczyłam o wolność. Zachłysnęłam się, kiedy słona ciecz wlała się do moich ust. Uniosłam głowę najwyżej jak mogłam, zaczerpując ostatni, możliwy wdech, zanim całe moje ciało znalazło się pod wodą.
     Szarpałam się z blokadą, kątem oka widząc jak wypuszczane przeze mnie powietrze, zamienia się w małe bąbelki. Zrozpaczona ostatni raz chwyciłam czarny pas, bezskutecznie starając się uwolnić. 
Nie tak miała wyglądać moja śmierć.
     Zrezygnowana, wypuściłam pas z rąk, kładąc ociężałą głowę na oparciu fotela. Z sekundy na sekundę, ból w płucach narastał, a palce powoli traciły czucie. Umierałam. Uchyliłam powieki, ostatni raz spoglądając przed siebie w nadziei na jakakolwiek pomoc. Nie chciałam tak umrzeć. 
     Zamiast kierownicy tonącego auta, zobaczyłam intensywnie niebieskie oczy, a po chwili twarz małej dziewczynki. Przerażona odsunęłam się do tyłu, a w głowie miałam tylko jedną myśl: walcz.
     Ostatkami sił sięgnęłam do zapięcia, nareszcie się uwalniając. Otworzyłam drzwi, ciągle wpatrując się w miejsce, gdzie kilka sekund temu widziałam ową niewidzianą już w danej chwili postać. Pokręciłam głową, wypływając z samochodu i resztkami sił jakie mi pozostały, machałam nogami, aby po kilku sekundach odetchnąć świeżym powietrzem.
     Powoli wydostałam się na brzeg i opadłam na drżące z wysiłku kolana. Woda skapywała po moim ciele, a chłodny wiatr powodował gwałtowne dreszcze. Obejrzałam się za siebie, uważnie lustrując przestrzeń dzielącą most od tafli rzeki. Przeraziłam się widząc odległość jaka mnie dzieliła i dziękując Bogu za to że przeżyłam. 
     Woda, gdzie zatonął mój samochód, zabulgotała, a po chwili podniosła się na kilka metrów z głośnym hukiem. Uśmiechnęłam się czując swąd benzyny, roznoszący się po wybuchu. Gwałtownie odwróciłam się, wbiegając w las, nie chcąc, aby policjanci mnie złapali. To cud, że nie zauważyli mojej wydostającej się z wody sylwetki. 

******

        - Nie muszę mówić, że postąpiłaś idiotycznie, skoro sama to powiedziałaś - Rick wywrócił oczami, podając mi kubek z gorąca herbatą. Mocniej okryłam się kocem, wyciągając rękę po naczynie. Gorąca para uderzyła w moją zmarzniętą twarz, grzejąc ją na kilka sekund. - Skąd oni się tam wzięli?
     Wzruszyłam ramionami, zanurzając usta w gorącym napoju. Rozkoszne ciepło, rozchodzące się po żołądku, dawało mi złudne poczucie bezpieczeństwa. Oparłam głowę na nagłówku, marszcząc brwi i przypominając sobie twarz dziewczynki, która na kilka sekund pojawiła się w moim niedotlenionym mózgu. Jej niebieskie oczka, które wpatrywały się we mnie, łudząco przypominały te o których chciałam za wszelką cenę zapomnieć. Złote loczki opadające na okrągłą i zaróżowiona twarzyczkę, rozciągniętą w wesołym uśmiechu... Byłam przekona w stu procentach, że za kilka lat, obca dziewczynka będzie wyglądała jak ta z mojej wizji. Przygryzłam wargę, czując ogromną gulę w gardle, która niebezpiecznie rosła. 
Nie będę płakać, nie.
     Wypuściłam z ust drżące powietrze, powoli się relaksując. Musiałam zapomnieć o tym co widziałam. 
        - Alison... - drgnęłam, kiedy przede mną zamajaczyła sylwetka przyjaciela. Spojrzałam na niego, marszcząc brwi i unosząc do ust kubek. - Wszystko w porządku?
        - Tak. - pokiwałam głową, odwracając wzrok. - Co się dzieje? - zapytałam wskazując na wyciągnięty telefon.
     Chłopak westchnął, drapiąc się po karku. Pokręcił głową, chowając urządzenia do kieszeni i siadając naprzeciw mnie.
        - Zack przywiezie ci nowe auto i ubrania do przebrania- znacząco popatrzył na za duże ciuchy, które miałam na sobie. - Prawdopodobnie policja już wie, że jesteś w Londynie po dzisiejszym wyścigu. Musimy zapewnić ci odpowiednie bezpieczeństwo.
     Skinęłam głową dopijając zimny już napój. Oblizałam wargi, zastanawiając się nad sposobami, w jaki możemy wykiwać policję na jakiś czas. Dzisiejszy pościg, nie był zbiegiem okoliczności, ktoś kto był obecny na wyścigu musiał na mnie donieść.
     Westchnęłam ciężko, odstawiając puste naczynie na stół. W Anglii miałam zdecydowanie więcej wrogów niż w Irlandii, dlatego każdy, chociażby najmniejszy członek nielegalnych wyścigów, był podejrzany o sabotaż. Potarłam palcami zimne czoło, nie mając siły na dalsze analizowanie dzisiejszych wydarzeń. Skok samochodem do rzeki nie był dobrym pomysłem, jednak jedynym, który mógł mi w tamtej chwili pomóc.
        - Będziesz chora. - parsknęłam, szczelniej okrywając się kocem. Wiedziałam o tym, kiedy przedzierałam się przez zarośla w mokrym ubraniu. - Co my z tobą zrobimy, co?
     Pokręciłam głową, kładąc się na kanapie. Miałam za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

*********
Odcinek powstawał w bólach.
 A no i wróciłam! Dziękuję wszystkim za troskę i przepraszam za zwłokę, jednak musiałam przypomnieć sobie kilka rzeczy. Dziękuję Jesice za informowanie Was o moim stanie zdrowia i Dominice. 
Kocham Was! :D

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Informacja

Cześć wszystkim. Jestem koleżanką Charlie i mam dla Was ważne ogłoszenie.  Notka pojawiła się już na blogu o Danielle ale wiem, że część z Was tam nie wchodzi więc.... Karolina miała wypadek i na dzień dzisiejszy jest w śpiączce. Lekarze mówią, że dzisiaj ma się obudzić. Nic więcej nie wiem.
Proszę w imieniu Karoliny o cierpliwość, wiem jak blogi są dla niej ważne. Ona wróci, zawsze wraca.
Jesica będzie Was informować o stanie zdrowia Karoliny na blogu o Danielle, więc zaglądajcie tam.
To tyle.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Chapter III

*******
~Alison~

        - Dziewczyno, wygrałaś to!- krzyk Zack’a rozniósł się echem w mojej głowie, kiedy wysiadłam ze zniszczonego auta z radosnym uśmiech na twarzy. Wokół nas utworzył się wianuszek wiwatujących, którzy obserwowali dzisiejszy wyścig. Zmierzyłam ich spojrzeniem, nic nie mówiąc. – Gratuluję młoda!
     Zaśmiałam się radośnie, kiedy silne ramiona chłopaka objęły moją sylwetkę i uniosły kilka metrów nad ziemię. Byłam z siebie dumna. Pierwszy wyścig w Londynie, mogę uznać za udany - zajęłam pierwsze miejsce, a co za tym idzie, zdobyłam szacunek. O to od początku walczyliśmy z chłopakami - jesteśmy teraz pewni, że nikt nam nie zaszkodzi.
     Stanęłam na ziemi i odebrałam od czekającej dziewczyny nagrodę. Uśmiechnęła się blado, kiedy podawała banknoty, co chwilę zerkając na moją twarz. Zmarszczyłam brwi, kiedy szybko odsunęła się i zniknęła z zasięgu mojego wzroku.
        - Cieszycie się, że wygrała ta mała zdzira?
     Odwróciłam się, szukając właściciela głosu. Kilka metrów ode mnie stał wysoki chłopak, z wściekłością wymalowaną na twarzy. Gdyby wzrok mógł zabijać, już dawno leżałabym w kałuży własnej krwi. Przekrzywiłam głowę, z ciekawością obserwując każdy ruch nieznajomego. Widziałam jak bardzo jest zdenerwowany; co chwilę zaciskał pięści, a jego nogi delikatnie drżały. Powoli podszedł do mnie, jednak za nim zdążył cokolwiek powiedzieć, za jego plecami pojawił się Rick.
        - Na twoim miejscu odsunąłbym się - warknął. Chłopak zmrużył oczy, nadal na mnie patrząc. Uśmiechnęłam się, nie spuszczając wzroku. Nie miałam zamiaru się poddać. - Zaakceptuj fakt, że nie jesteś niepokonany. Ona była lepsza.
        - Lepsza? - prychnął, gwałtownie się odwracając. Chwilę później znajdowałam się za plecami Zack'a. - Suka, miała szczęście! - krzyknął.
     Westchnęłam sfrustrowana, odchodząc na kilka metrów i opierając się o zniszczoną maskę mojego samochodu. Niefortunnie weszłam w jeden zakręt, czego skutkiem był zdrapany lakier, zbite światła i zniszczone zderzaki. Ze znudzoną miną obserwowałam kłótnię przyjaciół, która w końcu przeistoczyła się w bójkę. Nie próbowałam nawet im przerwać, wiedząc, że zrobią to inni. Po jakimś czasie, kilka osób rozdzieliło walczących, a nieznajomy chłopak, przeniesiony poza tłum.
        - Kutas - warknął Zack, rzucając mi kluczyki do swojego auta. - Jedź już. Kasę przelejemy ci na konto.
     Skinęłam głową, wsiadając do czarnego Chevroleta Camaro i odjeżdżając z miejsca wyścigu. Ludzie uskakiwali z mojej drogi, nie odważając się mnie zatrzymać. Za kilka minut sami będą rozchodząc się w swoją stronę, nie chcąc narazić się policji, która na bank już tutaj jedzie. Przyśpieszyłam, wyjeżdżając na główną drogę i kierując się w stronę akademika. Impreza na którą zaprosił mnie Michael, trwała już od dwóch godzin, a ja musiałam się przebrać i zgarnąć Mię. Nie miałam zamiaru pojawiać się na imprezie bez ciemnowłosej; jeżeli sama nie zechce ze mą pójść, zaciągnę ją tam siłą.
     Włączyłam radio, wsłuchując się w lecące piosenki i nucąc pod nosem ich tekst. Nie zwracałam uwagi na wykonawcę, dlatego zdziwiłam się, kiedy zorientowałam się, że nucę piosenkę One Direction. Prychnęłam pod nosem zaprzestając wykonywanej czynności i wsłuchując się w nieznaną mi jeszcze melodię. Przez ostatni rok zdążyłam zapoznać się z twórczością brata, a to co w tej chwili leciało, musiało być utworem z nowego albumu.
        - To było One Direction i ''Night Changes'' - utwór, który znajdziecie na nowym albumie chłopaków ''Four''. Podzielcie się z nami opiniami na temat ich nowego krążka. - powiedział speaker, potwierdzając moje przypuszczenia..
       - Tak jak każdy poprzedni, jest do dupy - mruknęłam w odpowiedzi, zmieniając stację i przyśpieszając. Chciałam się znaleźć jak najszybciej w akademiku, a potem zalać się całkowicie. To w końcu studia, a tutaj można robić co się chce i nie patrzeć na konsekwencje.
    Zgasiłam silnik, kiedy zaparkowałam samochód, koło wejścia, szybko z niego wysiadając. Naciągnęłam kaptur czarnej bluzy na głowę, nie chcąc być rozpoznaną przez koczujących reporterów. Z godziny na godzinę było ich coraz mniej, miałam nadzieję, że już jutro nie zobaczę tutaj ani jednego. 
     Pchnęłam drzwi do mojego i Mii pokoju, szukając wzrokiem dziewczyny. Siedziała na łóżku ze słuchawkami na uszach i białym notesem na kolanach. Kiwała głową w takt muzyki, wpatrując się jeden punkt przed sobą. 
        - Co jest?!- krzyknęła kiedy zerwałam z jej uszu odtwarzacz. - Alison, co ty robisz?
        - Zbieraj się. Jesteśmy spóźnione na imprezę bractwa - zaśmiałam się, odrzucając czarne kabelki na łóżko dziewczyny. Wyminęłam czarnowłosą, podchodząc do szafy i wybierając ciuchy na imprezę. Zerknęłam za siebie zauważając jak niezadowolona dziewczyna prostuje włosy. 
     Pół godziny później byłyśmy w drodze do męskiego bractwa, oddalonego dwa budynki od naszego. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na głośną muzykę, którą można było usłyszeć nawet w naszym pokoju. Z każdym korkiem, spotykałyśmy coraz więcej pijanych i naćpanych ludzi. 
        - Musimy tam iść? - Mia spojrzała na mnie błagalne, kiedy stanęłyśmy przed otwartymi drzwiami. Nie odpowiedziałam, tylko chwyciłam dziewczynę za rękę i weszłam do środka. Zewsząd otaczało na masa pijących, palących albo pieprzących się ludzi. Wywróciła oczami, kiedy na środku holu zauważyłam rozbierającą się parę. Ludzie tutaj na serio nie dbali o prywatność.
     Skierowałam się do kuchni, gdzie podałam Mii czerwony kubeczek z alkoholem. Kazałam jej go wypić duszkiem, tak samo jak następny. Jeżeli nie będzie pijana, nie pozna nowych osób i się nie zrelaksuje.
        - Alison! - odwróciłam się, słysząc znajomy głos. Przed oczami zamigotała mi szczęśliwa twarz Michaela. - Już myślałem,że mnie wystawiłaś!
        - Gdzież bym mogła - zaśmiałam się, uważnie lustrując chłopaka wzrokiem. Ubrany był w ciemne rurki, koszulkę i czerwoną koszulę w kartkę. jego włosy nie były już zielone, teraz pojawiła się na nich obwita czerwień. - To Mia, moja współlokatorka - dodałam widząc, jak chłopak spogląda na dziewczynę obok mnie. Spojrzałam na nią, a po chwili wybuchłam głośnym śmiechem. - Przepraszam za nią, ale to chyba jej pierwsza impreza - powiedziałam, widząc jak dziewczyna spogląda na nas zamglonym spojrzeniem - Chciałam, aby się rozluźniła, ale po dwóch kubeczkach... odleciała.
        - Możemy ją zanieść do mojego pokoju, wygląda na to, że dla niej impreza już się zakończyła - zawołał w ostatniej chwili chwytając ciemnowłosą i chroniąc ją przed upadkiem. Skinęłam głową, biorąc jej torebkę i idąc za chłopakiem po schodach. Otwarłam wskazane przez niego drzwi, dzięki czemu bez problemu mógł wnieść Mię do pokoju i położyć na swoim łóżku. - Ile tu jesteście?
     Wzruszyłam ramionami.
        - Jakieś dziesięć minut? - zastanowiłam się - Gdybym wiedziała, że ma aż tak słabą głowę, nie dałabym jej tych drinków. - dodałam cicho.
     Zeszliśmy do salonu, gdzie impreza naprawdę się rozpoczęła. Michael wręczył mi jeden z kubeczków, prowadząc mnie w stronę kanap, gdzie siedziało kilka śmiejących się osób.
        - Alison, to jest Luke, Calum, Ashton, Sandra, dziewczyna Calum'a i Becky. Wszyscy, to jest Alison Evans - przedstawił nas Michael. Na kilka sekund zapadła cisza, jednak po chwili ze swojego miejsca zerwał się blondyn. - Nawet nie próbuj Luke, masz dziewczynę! - syknął czerwonowłosy, siadając na kanapie.
     Zaśmiałam się cicho pogrążając się w rozmowie z Cliffordem. Co jakiś czas chłopak porywał mnie do tańca, albo do jednej z gier, rozgrywanej w kuchni bądź w salonie. Czas mijał nam naprawdę szybko, więc kiedy ponownie padliśmy na kanapę - kilka godzin później - byłam wykończona. I mocno pijana.
        - Alison! - uśmiechnęłam się Luke'a patrząc jak gestem przywołuję jedną z dziewczyn - Poznaj moja dziewczynę. To jest Ingrid - zawołał, kiedy rudowłosa dziewczyna stanęła obok niego. Gwałtownie podniosłam się z miejsca, rozpoznając stojącą przede mną dziewczynę i momentalnie trzeźwiejąc.
        - Ingrid - syknęłam, mierząc swoją byłą przyjaciółkę wzrokiem.

********

NIE SPRAWDZANY!

 Odcinek beznadziejny, niestety ale nie miałam na niego pomysłu - przepraszam :(
Dziękuję wszystkim za życzenia! :)
+ Przypominam o blogu o Niallu!  KLIK
#Perdu  <- wyraźcie swoją opinię 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Chapter II

*******
~Alison~

    Kopnęłam drzwi do pokoju, starając się nie pokazywać twarzy stojącym za mną reporterom. Warknęłam zdegustowana, kiedy jeden z nich ponownie chwycił mnie za koszulkę, próbując w ten sposób obrócić całe moje ciało. Nie miałam pojęcia jakim cudem przedarli się przez ochronę i teraz koczują w głównym wejściu na nic niewinnych studentów i próbując wyciągnąć od niech kilka informacji na mój temat.  Na litość Boską, byłam tutaj dopiero kilka godzin!
     Drzwi uchyliły się, przez co nareszcie mogłam opuścić to zgromadzenie i zniknąć w bezpiecznym wnętrzu mojego tymczasowego pokoju. Pokazałam papsom środkowy palec, kiedy krzyki wzmogły się ostatecznie zamykając drzwi i zrzucając z głowy kaptur.
        - Nareszcie… - mruknęłam, odwracając się i nieruchomiejąc. Przede mną na środku pokoju stała drobna ciemnowłosa dziewczyna, z szeroko otwartymi oczami. W ręku trzymała wielkie pudło, które w każdej chwili groziło przerwaniem się tektury i znalezieniem się wszystkich rzeczy na podłodze. – A ty to?
        -M-Mia…- zająkała się odkładając trzymaną rzecz na biurko i niepewnie do mnie podchodząc. – Mia Tonkin, jestem przydzielona do tego pokoju.
     Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Przez całą drogę tutaj obawiałam się, że zostałam przydzielona do starszej dziewczyny, czego chciałam za wszelką cenę uniknąć. Doskonale zdawałam sobie sprawę jak wygląda życie w collegu, a dzielenie pokoju z kimś, kto bywał tutaj dłużej niż ja, nie uśmiechało mi się.
        - Alison Evans. Wygląda na to, że będziemy współlokatorkami – uśmiechnęłam się podając dziewczynie rękę, którą ta po chwili niepewnie ujęła. – Ej, spokojnie, wbrew pozorom nie gryzę.
Dziewczyna potrząsnęła głową, starając się ukryć nadchodzący rumieniec na jej twarzy. Zaśmiałam się w duchu widząc jaka jest nieśmiała. Przecież ją tutaj zjedzą.
        - Więc… - powiedziałam, próbując rozładować dziwną atmosferę między nami – na jaki kierunek poszłaś?
        - Psychologia.
     Skinęłam głową nic więcej nie mówiąc i pomagając dziewczynie się rozpakować, co przyjęła z niemą ulgą. Nieśmiałość dziewczyny była mi na rękę, nie będzie wnikać w to co robię i gdzie wychodzę wieczorami. Wolałam, aby nie dowiedziała się o moim małym sekrecie. W sumie… nie takim małym.
    Po kilku godzinach, kiedy wszystkie rzeczy dziewczyny znalazły się na swoim miejscu, Mia chwyciła komórkę i mrucząc pod nosem ciche wyjaśnienia, wymknęła się z pokoju. Opadłam na swoje łóżko, tępo wpatrując się w sufit i próbując nie myśleć o swoim bracie.
     Uczelnia w Londynie na której złożyłam papiery, znajdowała się kilka ulic od domu Niall’a. Na moje szczęście, blondyn nie wiedział do jakiej szkoły poszłam, starannie zataiłam przed nim tą informację. Nie chciałam, aby pewnego dnia przyszedł tutaj i złożył mi wizytę, szczególnie teraz, kiedy nie odzywał się przez ponad rok.
    Z cichym westchnięciem odwróciłam się na brzuch i wpatrywałam się w zachodzące słońce. Dzisiaj wyjątkowo nie miałam wyścigu, przez co mogłam spokojnie przespać całą noc. Albo…. Prawie spokojnie.
     Z zewnątrz ciągle dochodziły mnie odgłosy czekających tam reporterów. Podejrzewałam, że ochrona wygoniła ich z głównego korytarza; miałam również nadzieję, że zrobią coś, aby się ich pozbyć. Jeżeli w przeciągu dwóch dni nie znikną, sama będę musiała coś z tym zrobić. Nie chciałam przyciągać na siebie uwagi, wolałam być jednym z tych studentów, o którym nikt nic nie wie. Mimo tego, sam fakt, że jestem siostrą TEGO Niall’a Horana nie działał w tej chwili na moją korzyść. Byłam niemal pewna, że dzięki zbiegowisku przy budynku, już wszyscy wiedzieli, że tutaj jestem.
Mimo wszystko nie żałowałam decyzji zamieszkania w akademiku. Rodzice namawiali mnie, abym kupiła, albo chociaż wynajęła mieszkanie, aby uniknąć tego typu sytuacji. W normalnych warunkach z chęcią przystałabym na tą propozycję, ale miałam dosyć bycia zamkniętą w czterech ścianach. Ostatni rok nauk w liceum odbyłam poprzez nauczanie domowe. Z początku wydawało się to fajnym pomysłem: nie trzeba było wstawać wcześniej, aby ubrać się do szkoły, ma się własne jedzenie zamiast tego śmieciowego na stołówce, jednak z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że brakowało mi gwaru panującego na przerwach i uczniów. Dlatego – chcąc nadrobić stracony czas – postanowiłam wynająć pokój w akademiku. Zawsze przecież miałam możliwość kupienia mieszkania, gdyby coś mi się nie spodobało.
    Chwyciłam telefon ustawiając budzik na godzinę dziesiątą rano. Skoro wieczorem miał się odbyć wyścig, musiałam się do niego przygotować. Niech policja dowie się, że mnie nie jest tak łatwo złapać.

~*~

     Najciszej jak tylko mogłam, opuściłam pokój zostawiając ciągle pogrążoną we śnie Mię. Nie miałam pojęcia o której wczoraj wróciła, jednak wolałam jej nie budzić – zadawałaby jeszcze niewygodne pytania. Ostrożnie rozejrzałam się po holu głównym, oddychając z ulgą, kiedy nie zauważyłam przyczajonego w kącie faceta z aparatem.
        - Ty musisz być Alison Evans. – podskoczyłam, kiedy zza moich pleców dobiegł mnie nieznajomy męski głos. Odwróciłam się, stając twarzą w twarz z napastnikiem. – Michael Clifford –chłopak wstawił rękę, którą po chwili uścisnęłam.
       - Mnie już znasz… - mruknęłam spuszczając wzrok na trzymane przez niego kartki. Jedyne co mogłam na nich zobaczyć to wielki napis ‘'Impreza bractwa’’- Co robisz w akademiku dla dziewczyn?- uniosłam jedną brew zakładając ręce na piersi. Zielonowłosy zaśmiał się machając przed moją twarzą kartkami.
       - Robimy dzisiaj imprezę w bractwie, chciałabyś przyjść? – zapytał podając mi jedną z ulotek. Szybko przeleciałam wzrokiem po tekście zapamiętując miejsce imprezy i godzinę. O tej samej porze odbywał się wyścig.
        - Niestety, ale mam do załatwienia kilka spraw – uśmiechnęłam się z żalem – Ale… jeżeli uda mi się załatwić je w miarę szybko… może zdążę przyjść.
     Chłopak pokiwał głową, posyłając mi swój uśmiech, jednak ja wzruszyłam ramionami i skierowałam się do wyjścia z akademika.
        - Będę czekał, Alison! – zawołał, kiedy wsiadałam do auta. Skinęłam głową odpalając silnik i wyjeżdżając z parkingu.
Nie ma szans, abym zdążyła i na wyścig i na imprezę.

~Niall~

     Kiedy tylko platforma dotknęła ziemi, odrzuciłem swój mikrofon jednemu z dźwiękowców. Wyciągnąłem słuchawki z uszu, odłączając je od śmiesznego czarnego urządzenia, przyczepionego do mojego pasa. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w swoim domu i zapomnieć o wszystkim co się działo w ostatnich dniach.
     Ciągle byłem zły na Alison za to, że powróciła do wyścigów. Nie zdawała sobie sprawy z tego, jakie to niebezpieczne; przecież wystarczył jeden głupi ruch, aby wylądowała w szpitalu z złamaną ręką, albo nogą, nie mówiąc już o gorszej wizji: kostnicy.
     Machnąłem ręką do chłopaków, którzy kolejno wyłonili się spod sceny i nie czekając na jakiekolwiek słowa, chwyciłem swoja kurtkę opuszczając halę. Chciałem wyjechać na autostradę jeszcze za nim tłum fanek wyleje się ze stadionu i rzuci prosto pod moje koła.
     Pół godziny później trzasnąłem drzwiami i zamknąłem je na klucz. Zrzuciłem buty i kurtkę idąc w kierunku schodów, a następnie do swojego pokoju. Nie miałem siły, aby myśleć o tym co robi teraz Alison. Oprócz tego, że studiuje na pobliskim uniwersytecie dwa kierunki; kryminalistykę i literaturę – nie wiedziałem nic. Cudem udało mi się wydusić tą informacje z rodziców, zarzekających się, że dziewczyna zabroniła im informować mnie o tym. Nie powiem, że nie zabolało mnie to, kiedy mi o tym powiedzieli.
Czego się spodziewałeś? Nie odzywałeś się do niej rok, co innego miała zrobić?
    Sytuacja z Modestem, z góry była skazana na przegraną, więc nawet nie siliłem się, aby cokolwiek z tym zrobić. Bałem się, że jeżeli podejmę jakiekolwiek kroki , oni zemszczą na Alison. Za dużo wiedzieli na jej temat, nawet nie mam pojęcia skąd. Denerwowało mnie to, że miałem związane ręce i nie mogłem nic na to poradzić.
     Położyłem się na łóżku, nie mając nawet siły na ściągnięcie ubrań. Chciałem po prostu zasnąć i chociaż przez chwilę przestać się zamartwiać.

******
W moim opowiadaniu 5SOS nie jest sławne ;)

Więc.... mamy czwartek, a odcinek pojawił się własnie dzisiaj. Dlaczego? Po pierwsze: od wtorku chciałam już opublikować odcinek :D
A po drugie: jutro mam 18 urodzinki, więc silą rzeczy.. nie znalazłabym czasu na publikacje ;)
+ mój piesek Was wszystkich pozdrawia i prosi o komentarze :D
+ przypominam o zakładce ''Informowani'' oraz o blogu o Niall'u - rozdział pierwszy pojawi się tam w sobotę :D

Przedstawiam Wam zwiastun tej części. Niestety nie mogę go wstawić tutaj, dlatego zapraszam do zakładki ''zwiastun'' KLIK

13 komentarzy = next!